
Spiorunowała go wzrokiem, lecz odpowiedziała spokojnie, bez emocji:
— Doktor Stoner udaje się do Waszyngtonu w niedzielę wieczorem. Jest umówiony na poniedziałek rano ze swym byłym szefem w kwaterze głównej NASA. Zamierza wziąć ze sobą tę pracę naukową o nowym odkryciu.
— Ach tak — mruknął McDermott.
Tego właśnie najbardziej się obawiał: Stoner najwyraźniej próbował wygrać na finiszu. Niewdzięczny łajdak!
— Dobrze, zajmiemy się tą sprawą — powiedział oschle.
Sięgnął do telefonu i podniósł słuchawkę.
— Pani może już odejść — rzekł do Jo.
Zamrugała oczami, zaskoczona.
— Czy jestem jeszcze…? Czy zamierza mnie pan wyrzucić?
— Powinienem to zrobić — syknął — ale dopóki jest pani pod opieką Thompsona, będę wyrozumiały w stosunku do pani. O ile, oczywiście, zaliczy pani końcowe egzaminy.
Skinęła głową i szybko wstała. Gdy kierowała się ku drzwiom, McDermott dodał:
— Ale proszę się trzymać z daleka od tego Stonera.
— Tak, proszę pana — zgodziła się posłusznie.
Gdy tylko drzwi się za nią zamknęły, McDermott wykręcił specjalny numer telefonu w Waszyngtonie, wypisany na spodniej stronie słuchawki.
ROZDZIAŁ II
Kiedy otrzymamy przesłanie… będzie ono nieomylne…
