Notatnik zostawiłem w domu? Nie. Chyba zabrałem go ze sobą. Tak. Zabrałem… Wtedy wieczorem Anka nawet mówiła, abym zabrał. Schowałem go do kieszeni wewnętrznej, na piersiach.

„MIAŁEM PRZY SOBIE NOTATNIK.”

„CZY NIE SPORZĄDZIŁEŚ ODPISU LUB FOTOKOPII?”

„NIE. CO Z NOTATNIKIEM?”

„SPALONY.”

Nie mają więc moich obliczeń. Skrina może też nic nie wiedzieć o zmianie znaku współczynnika theta. W ogóle nie omawiałem z nim przekształceń ostatniego wariantu. Nie było przecież czasu. Rozumiem teraz, dlaczego mu tak bardzo zależy na mojej pomocy.

Mówi, że notes spalony… Kto go spalił?

Głupiec jestem. Przecież to jasne. Spalił się wówczas, po eksplozji. Musiał być pożar. Może nawet powstało coś w rodzaju miniaturowej kuli ognistej. Jeśli rzeczywiście zamiast hamowania rozpadu promieniotwórczego ulega on przyśpieszeniu… Być może nawet większy niż dotąd procent masy spoczynkowej zmienia się w energię… Trzeba to sprawdzić rachunkowo…

Cóż za ironia losu: szukaliśmy drogi do unicestwienia śmiercionośnych właściwości pocisków nuklearnych, a znaleźliśmy sposób produkowania jeszcze potężniejszych bomb. Jakże łatwo „anioła pokoju” zmienić w „demona zagłady”. Wystarczy zmiana fazy.

„CZY POTWIERDZENIE HIPOTEZY SKALSKIEGO?”

„TAK.”

A więc stało się…

* * *

Zdaje się, że znów straciłem przytomność. Widocznie ze mną nie jest najlepiej. Dlaczego mnie jednak tak męczą? Dlaczego nie poczekają, aż wrócę do jakiej takiej normy.

Czy wrócę? Co ja właściwie wiem o swoim stanie? Nic mnie nie boli, ale też nic nie czuję. Jestem jak kłoda ściętego drzewa.

Nietrudno zresztą wyobrazić sobie, jak wyglądam. Jeśli notatnik uległ całkowitemu spaleniu… Utrzymują mnie sztucznie przy życiu.

„SKRINA. POWIEDZ PRAWDĘ. CO ZE MNĄ? CZY W OGÓLE MAM SZANSĘ PRZEŻYCIA?”

Zwleka z odpowiedzią… Widać niełatwa sprawa…



10 из 358