
Znów jakby mnie ogarniała senność. Dlaczego Skrina zawraca mi głowę? Dlaczego mnie tak męczy? Czy nie może poczekać, aż będę się czuł lepiej? Aż będę mógł mówić i słyszeć.
A może już nigdy nie będę słyszał i widział? Może od wypadku upłynęły miesiące… Może byłem nieprzytomny?…
Skrina nie daje sobie sam rady… Tak niedawno zadzierał nosa.
A może po prostu nie można czekać?
Jeżeli uda się rozszerzyć promień pola rezonansowego do kilku tysięcy kilometrów — niebezpieczeństwo wojny nuklearnej przestanie istnieć. Żaden pocisk nie eksploduje! Jeśli jednak istnieje możliwość utraty stabilności, i to na skutek działania jakichś nieznanych czynników? Jeśli następuje zmiana fazy… Komora nie wytrzymała eksplozji… Znaczy to, iż do wyzwolenia energii nie trzeba masy krytycznej… Nawet ładunek miligramowy…
Rozumiem obawy Skriny… Ale przecież ma moje obliczenia. Nawet jeśli Anka nie żyje, powinien się zorientować. Anka nie żyje… Skąd wiem, czy nie żyje? Nikt nie potwierdził moich przypuszczeń.
Ile pytań, ile wątpliwości…
Nikt nie jest niezastąpiony. Więc chyba jednak chodzi o czas…
W sobotę miałem spotkać się z Ewą. Pół roku jej nie widziałem…
W połowie czerwca miałem pojechać na urlop…
Myślę o wszystkim, tylko nie o tym, co trzeba. Muszę się wziąć w garść. Przecież jednak coś pamiętam.
„ZAUWAŻYŁEM ZMIANĘ FAZY, CHYBA Z POWODU PODWYŻSZENIA N — LAMBDA. CORAZ JAŚNIEJSZE ŚWIATŁO W OKIENKU KONTROLNYM. DALEJ NIE PAMIĘTAM.”
Już błyska:
„CZY PRÓBOWAŁEŚ COS ZMIENIĆ?”
„CHYBA TAK. ALE NIE PAMIĘTAM CO. MACIE ZAPIS?”
„ZNISZCZONY. NIE MOŻEMY TEŻ ZNALEŹĆ TWOICH NOTATEK.”
Notatki… Słusznie. W czwartek wieczorem wpadł mi do głowy pomysł transformacji… Współczynnik theta mógł przybierać wartości ujemne! Zapisałem w notatniku. Pokazałem to Ance i zdaje się, że ją wzięło… Może dlatego próbowała podwyższyć en — lambda.
