Płomień? — zastanawiał się. — Nie, to nie płomień, ogniki nad bagnami płoną różowo — zielonym światłem, ten skrawek błękitu nie przypomina chybotliwego płomienia, to kula wypełniona niebieską substancją, kula tocząca się między wrzosami.

Począł biec, kula wskoczyła na drzewo, zawisła na gałęzi niczym zmęczony ptak. Podszedł bliżej. Kula wielkości mojej głowy — pomyślał, a przyjrzawszy się bliżej, szepnął: — Toż to ludzka głowa o błękitnej twarzy. Wielkie niebieskie oczy wpatrują się we mnie. Tęskniłem za błękitem, czyżby ta głowa miała zaspokoić moją tęsknotę?

— Jestem skrawkiem błękitu — usłyszał głos kobiety — odnalazłeś moją głowę, czeka cię wiele pracy, by złożyć całość.

— Ktoś żartuje sobie ze mnie — odpowiedział. — Dawno nie podziwiałem dobrego sztukmistrza. Zapewne rozstrojona maszyna bawi się magicznymi sztukami.

— Nie — zaprzeczyła głowa. — To nie maszyna. Maszyny są zaniepokojone twoimi poszukiwaniami.

— Dlaczego widzę tylko twoją głowę? — zapytał człowiek.

— Twoje oczy odwykły od błękitu, nie potrafią rozróżniać kolorów. Patrz uważnie.

Człowiek uśmiechnął się. Dostrzegł niewyraźne zarysy całej postaci. Kobieta stała przy drzewie, oparła głowę o najniższą gałąź.

— Tak, teraz widzę lepiej, więcej! — zawołał. — Widzę szyję, ramiona, piersi, biodra otulone błękitnym szalem, nogi, bose stopy.

— Wyprowadzę cię z labiryntu — powiedziała.

— Więc żyję w labiryncie?

— Nie zdając sobie z tego sprawy.

— Żyję w czarno — szarym labiryncie…

— Jeden z niewielu ludzi. One pozostawiły was przy życiu.

— ONE?

— NACZELNE REGULATORY, likwidują stopniowo, konsekwentnie prawdziwe kwiaty, prawdziwe owady, prawdziwe istoty myślące. Stu, może dwustu ludzi w zupełności wystarczy, by o wyznaczonej porze regenerować siły Regulatorów: otworzyć śluzy tamy, zwiększyć dopływ energii elektrycznej, wprowadzić reakcje atomowe w reaktorach elektrowni.



17 из 358