
Co to wszystko ma znaczyć? Kontakt poprzez korę? Bezpośrednio poprzez korę… Czyżby te błyski to… drażnienie kory mózgowej?… Ale dlaczego? Czyżby całkowity paraliż? Ale przecież kazał mi poruszać ręką. Odczytałem bez błędu: spróbuj poruszyć prawą ręką.
Czy poruszyłem? Nic nie czuję.
Znów sygnalizują.
„SPRÓBUJ PORUSZYĆ LEWĄ RĘKĄ.”
Próbuję, ale nic nie czuję. I ta cisza…
„W PORZĄDKU. PRAWA RĘKA KROPKA, LEWA KRESKA, MOŻESZ NADAWAĆ. ZAPAMIĘTAJ: PRAWA — KROPKA, LEWA — KRESKA. WYSTARCZY RUCH PALCAMI.”
Nic nie rozumiem. Chociaż… To jasne! Utraciłem słuch i mowę. Ale czy naprawdę nie mogę mówić? Skąd oni wiedzą? Przecież nie próbowałem.
— Skrina!
Nic nie słyszę. Nie słyszę własnego głosu… Lecz czy w ogóle coś powiedziałem? Nic nie wiem. Nie wiem. Nic nie czuję.
Nadali, że mają ze mną kontakt poprzez korę… Cóż to znaczy? Czyżbym utracił w ogóle zdolność odbioru wrażeń zmysłowych? Dlaczego nie czuję bólu? A te swędzenia to złudzenie? Muszą stosować bodźce elektryczne. Błyski światła? Widocznie drażnią bezpośrednio ośrodek wzrokowy. A Skrina kazał liczyć dlatego, aby mogli stwierdzić z elektroencefalogramu, czy w ogóle myślę świadomie.
Ciekawe jednak, iż mogę ruszać rękami. Ale czy rzeczywiście ruszam?
Prawa ręka — kreska, lewa — kropka. Mogę pytać.
„CO ZE MNĄ?”
O, już błyskają!
„NIEDOBRZE. MAMY KONTAKT TYLKO POPRZEZ KORĘ. CZY BARDZO CIĘ MĘCZY SYGNALIZACJA?”
Znów coś kręcą. Dlaczego nie odpowiadają wprost?
„SKRINA. MÓW PRAWDĘ, CO Z ANKĄ?”
Dlaczego nie błyska? Dlaczego milczą? Może Anka zginęła i boją się odpowiedzieć… Ten krzyk…
„CZY ONA NIE ŻYJE?”
Teraz znów błyska: Kropka, kropka, kreska, kropka, kreska… Już sam nie wiem… W głowie się kręci jak po alkoholu… Czy to kreski, czy kropki? Co oni… Nic nie mogę zrozumieć… Co oni…
