Biedna Christiana czyniła wszystko, by ukryć przed rodzicami prawdę o swym małżeństwie. A może oni rozumieli mimo to? Być może dostrzegali jej sztuczne uśmiechy, wymuszoną swobodę konwersacji. Byli zbyt delikatni, by cokolwiek na ten temat powiedzieć, ale starali się wesprzeć córkę i dodać jej otuchy.

Soren Grip kojarzył możliwość zysku z każdą czynnością, z każdym działaniem. Oceniał ludzi po ubiorze i zawartości sakiewki, otaczał się tylko takimi, z którymi znajomość mogła mu przynieść jakąś korzyść, i nakazywał Christianie, by do ostatka wykorzystywała swych wysoko urodzonych pracodawców. Christiana wzbraniała się przed tym i między małżonkami dochodziło do gwałtownych sprzeczek. Na ogół jednak to ona ulegała, ale do pewnych granic.

„Oszukałaś mnie! – wrzeszczał do niej Soren Grip. – Wmawiałaś mi, że jesteś bogata i że będziemy przestawać z Beckami jak z równymi „Niczego ci nie wmawiałam – odpowiadała udręczona Christiana, wysyłając z pokoju małego syna, Vendela, aby nie musiał słuchać rozsierdzonego ojca. – Mówiłam ci, że jestem ich ochmistrzynią, a i mój posag nie był chyba najgorszy?” Soren parsknął. „Może i tak, ale skąd mogłem wiedzieć, że to już wszystko, co dostaniesz? Ale dzięki Bogu jesteś jedynaczką, w końcu więc odziedziczysz to i owo. Obyśmy tylko nie musieli czekać w nieskończoność.” Wówczas zraniona do głębi Christiana odwracała się. Pragnęła wszak, by jej kochani rodzice żyli jak najdłużej. Byli jej wielką pociechą. Oni… i mały Vendel.

Mijały lata. Małżeństwo Christiany i Sorena trwało. Istniała między nimi szczególna więź; on w chwilach zbliżeń potrafił okazywać dobroć i czułość, a wówczas ona odczuwała swego rodzaju oddanie dla niego. Mimo wszystko był jej mężem i tak bardzo chciała, by jej małżeństwo okazało się udane, jak przez całe lata szczęśliwy był związek jej rodziców.



3 из 177