
– Szalony królu, wracaj do domu! – jęknęła Christiana nie zważając wcale na fakt, że popełnia obrazę majestatu. – Jaki sens ma wałęsanie się po bagniskach w samym środku zimy tak strasznie daleko od Szwecji? Ta naszych chłopców ciągniecie w te okropieństwa! Jaki pożytek ma z tego Szwecja? Na co nam taka ogromna Rosja, jak zdołamy wykarmić wszystkich wygłodzonych biedaków w tych dalekich, dalekich krainach? Pomyślcie choć przez moment o swym własnym kraju i zajmijcie się tutejszą biedą! I wróćcie do domu, z naszymi mężami i synami!
Westchnęła głęboko. Przez chwilę siedziała z przymkniętymi oczami, a potem wróciła do swych obowiązków na dworze Andrarum.
Już w drzwiach napotkała Lavego Becka; wówczas bowiem jeszcze żył.
– List od Corfitza, pani Christiano! I tak pięknie pisze o młodym Vendelu. Czy chcecie posłuchać?
– Z miłą chęcią!
Opowiedziała o swych własnych wieściach od syna, a potem on odczytał urywek z listu, który dostał:
Mój młody pucybut i przyjaciel z domu, Vendel Grip, jest naprawdę dzielnym chłopcem. Zranił się paskudnie podczas przeprawy przez mazurskie moczary, kiedy wpadł w bagno, ale z jego ust nie wydobyło się ani jedno słowo skargi. Na pewno okaże się mężnym żołnierzem.
Christiana stała z zaciśniętymi wargami. Vendel był ranny?
– Czy wydobrzał? – zdołała jedynie zapytać.
– Tak się wydaje – odparł stary Beck i zaczął odczytywać kolejny fragment z listu Corfitza. Bił z niego podziw dla wojowniczego króla i żądza walki, których nie znalazła w liście Vendela.
Mój chłopiec, myślała zrozpaczona. Mój syn!
