
I znów długie, długie oczekiwanie.
A potem przyszedł obszerny list – ostatnia wiadomość, jaką otrzymali od Vendela.
Połtawa, w czerwcu 1709 Najdroższa Matko i Ojcze!
Och, Matko, cóż ja widziałem i Serce krwawi mi ze współczucia dla ludzi i zwierząt. Właśnie dzisiaj pogrzebaliśmy żołnierza, który brał udział w wojnie przez więcej lat niż ja ich mam. Widział, jak jego synowie umierali podczas wyprawy, włosy mu całkiem posiwiały, choć wcale nie był taki stary. I on nie był jedyny. Wszyscy są tacy zmęczeni, wycieńczeni latami wojny, wędrówka przez obce kraje, z dala od swych najbliższych. W marszu od końca XVII wieku, bez odpoczynku, bez bodaj krótkich odwiedzin w domu.
– Chłopak ma zbyt miękkie serce! – rozgniewał się Soren Grip. – Cóż ta za pomysły! Żołnierskie życie jest najbardziej chwalebne; zawsze dręczyło mnie to, że nie zostałem żołnierzem. Czytaj dalej!
Głos Christiany wyrażał jeszcze większe napięcie, gdy kontynuowała:
Dzisiaj także Jego Wysokość został ranny, w stopę. Jest taki zdyscyplinowany, że nie zwracał na to uwagi, lecz dalej wydawał rozkazy, dopóki nie spostrzeżono, jak bardzo pobladł i że krew cieknie już z buta. Zmuszono go teraz, by się położył.
Przemarsz przez Ukrainę, gdzie w końcu dotarliśmy, był ciężki. Widziałem, jak ludzie odcinają odmrożone kawałki własnych stóp, widziałem całe oddziały tonące w bagnie. Generał Lewenhaupt, który miał przyprowadzić nam na odsiecz oddziały z Inflant i Kurlandii, rozpoczął wędrówkę od brzegów Bałtyku z jedenastoma tysiącami ludzi. Sami musieli stawić czoło Rojanom, a kiedy w końcu dotarli do naszej armii, było ich już tylko sześć tysięcy i stracili całe zaopatrzenie.
Wszystkim na płucach legła choroba, ale mnie, o dziwo, udało się tego uniknąć. Dlaczego – nie wiem.
Ludzie Lodu, pomyślała Christiana. Błogosławiona krew Ludzi Lodu!
Wielu nabawiło się jeszcze innych paskudnych chorób. W zimowych kwaterach stykali się z nierządnymi dziewkami po gospodach, a teraz są tak wyniszczeni, że trzeba zostawiać ich po drodze.
