W ten sposób załatwiła sprawę Mary-Lou.

Miała jednak jeszcze groźniejszego wroga, i to tu, w domu sędziego, dziś wieczorem.

Dyskretnie wróciła do salonu, nikt nie zauważył ani jej wyjścia, ani powrotu.

Kiedy siadała skromnie z boku, twarz jej skamieniała. Thomas Llewellyn stał zajęty rozmową, w dodatku z kobietą! I to z kobietą, której Griselda dotychczas nie brała pod uwagę.

Była nią piękna żona dzwonnika. No cóż, piękna, pomyślała Griselda, krzywiąc się brzydko. Owszem, byli tacy, którzy tak twierdzili, ale ona nie mogła się dopatrzyć urody w bezmyślnej lalkowatej twarzy.

Powiadano jednak, że żona dzwonnika spodziewa się dziecka, nie powinna więc raczej stanowić zagrożenia. Mimo to stała tam, kręcąc zalotnie biodrami i wdzięcząc się do jej Thomasa. Co za suka, flirtuje z tym chłopcem tak, że aż się zaczerwienił. Nie wygląda to dobrze. Zamężna czy nie, ciężarna czy nie, Thomas przecież może się zakochać w tej bezwstydnej babie.

Upewniwszy się, że nikt nie patrzy w jej stronę, Griselda znów wymknęła się z salonu tymi samymi drzwiami. Musi dotrzeć do biurka sędziego, czym prędzej!

Dopisała na papierze jeszcze jedno zdanie. „Czy wie pan, że dziecko, którego spodziewa się żona dzwonnika, to również szatański pomiot? Doprawdy straszne grzechy popełniane są w naszym miasteczku!”

Tym razem potajemny powrót okazał się trudniejszy, musiała czekać, aż służący miną ją w drodze do jadalni, wreszcie jednak mogła przekraść się i skromnie zasiąść na swoim miejscu z boczku.

Nie spuszczała wzroku z najgroźniejszej rywalki: niezamężnej córki doktora. Tej, która cały czas nie przestawała deptać Thomasowi po piętach. Cóż ona pocznie z tą panną? Lekarz to bystry człowiek, bardzo inteligentny, pilnie też strzegł swej córki



11 из 179