
Wśród gości był też kupiec z rodziną i inni poważani obywatele miasteczka. Zaliczali się do nich przede wszystkim potomkowie tych, którzy przybyli z Anglii na pokładzie „Mayflower”, pierwszego statku, który w roku 1620 przywiózł tu emigrantów, tak zwanych ojców pielgrzymów. Statkiem tym przypłynęli również rodzice ojca Thomasa i chociaż byli jedynie prostymi ludźmi z Walii, podróż przydała im nowego poważania. Thomas uczęszczał do szkoły w Bostonie, później zaś, gdy rodzice zmarli i zostawili mu dom, wrócił tutaj.
Miał teraz dwadzieścia sześć lat i był znakomitą partią, z czego doskonale zdawał sobie sprawę. Na razie jednak nie wypatrzył żadnej kandydatki na żonę.
Griselda przyglądała mu się ukradkiem. On jest mój, pomyślała po raz kolejny. Wszystkie kobiety traktuje jednakowo, ale ja będę go miała. Zdobędę go, gdy tylko zechcę, a jeśli spróbuje się opierać, mam środki…
Nagle wzrok jej pociemniał. Odprowadził wczoraj do domu tę głupią gęś, Mary-Lou! A dziś tak ładnie wyrażał się o niej do pastora. Do pastora, który już usłyszał moje plotki o Mary-Lou, naturalnie nie bezpośrednio ode mnie, ale drobne słówko rzucone tu i ówdzie spełniło swoje zadanie. „Moja droga Abby, słyszałam niedawno, że ta Mary-Lou, wiesz… Tak, właśnie ona. Podobno ostatnio wciągnęła jakieś małe dzieci w orgie ku czci szatana. No właśnie, czegóż to ludzie nie wymyślą, w dodatku o Mary-Lou, tej biednej dziewczynie, ona przecież nie ma dość rozumu, by angażować się w podobne historie!”
Abby jako wierna parafianka utrzymywała bliskie kontakty ż pastorem i zawsze syczała urażona, gdy w jej obecności wspominało się o czarownicach.
Właśnie wyrażenie: „Słyszałam ostatnio coś bardzo niemądrego”, było przepisem Griseldy na tworzenie plotek. Gdyby ktoś ją spytał, gdzie usłyszała ową niesamowitą historię, odpowiadała, rzecz jasna, że nie należy do osób zdradzających swoich informatorów. Niekiedy stwierdzała po prostu: „Wszyscy tak mówią”. Na ogół jednak nikt nie pytał o jej źródła informacji, ludzie z oczami rozjaśnionymi przeczuciem ewentualnego skandalu przekazywali dalej zasłyszane rewelacje.
