— Twyla mówi, że boi się potwora w piwnicy, proszę pani.

— I ty chcesz go przepędzić pogrzebaczem? — domyślił się któryś z gości.

Z jadalni dochodził wyraźny zapach brandy i cygar.

— Tak — odparła krótko Susan.

— Susan to nasza guwernantka — wyjaśniła pani Gaiter. — Opowiadałam o niej.

Nastąpiła jednoczesna zmiana wyrazu twarzy za drzwiami. Pojawił się na nich rodzaj rozbawienia i szacunku.

— Odpędza potwory pogrzebaczem? — odezwał się ktoś.

— Prawdę mówiąc, to znakomity pomysł — stwierdził ktoś inny. — Mała wbija sobie do głowy, że w piwnicy czeka potwór, więc idzie się tam, stuka głośno parę razy, gdy dziecko słucha, a potem wszystko już jest w porządku. Dobrze kombinuje ta dziewczyna. Bardzo rozsądnie. Bardzo nowocześnie.

— To właśnie chcesz zrobić? — spytała niepewnie pani Gaiter.

— Tak, proszę pani — odpowiedziała posłusznie Susan.

— Na Io, muszę to zobaczyć. Nie co dzień można spotkać takie pannice, co tłuką pogrzebaczem potwory — oświadczył jakiś mężczyzna zza pleców pani Gaiter.

Zaszeleścił jedwab i wypłynęła chmura tytoniowego dymu, gdy goście wysypali się z jadalni na korytarz.

Susan westchnęła znowu i ruszyła w dół, do piwnicy. Twyla usiadła grzecznie u szczytu schodów, obejmując rękami kolana.

Drzwi otworzyły się i zamknęły.

Nastała krótka chwila ciszy, przerwana straszliwym wrzaskiem. Któraś z kobiet zemdlała, a jakiś mężczyzna upuścił cygaro.

— Nie ma się o co martwić, wszystko będzie dobrze — uspokoiła ich Twyla. — Susan zawsze wygrywa. Wszystko będzie dobrze.

Usłyszeli stuki i brzęki, potem jakiś warkot, aż w końcu coś w rodzaju bulgotania.

Susan otworzyła drzwi. Pogrzebacz był pogięty w kilku miejscach. Zabrzmiały nerwowe oklaski.

— Dobra robota — pochwalił jeden z gości. — Bardzo sykologiczna. Sprytny pomysł z tym skrzywieniem pogrzebacza. Pewnie już się wcale nie boisz, co, dziewuszko?



5 из 289