***

– Szczerze ci powiem, dziwiło mnie, że przez tyle lat nasze babki i prababki nie odwaliły tej roboty – wysapała Krystyna nazajutrz wieczorem. – Nie zdążyłam wyrazić swojego zdziwienia, a teraz już mi przeszło. Katorżnicza praca.

Miałyśmy za sobą ledwo połowę tego kawałka pomiędzy drzwiami i narożnikiem, przy czym jeszcze nie zdążyłyśmy podjąć decyzji, jak to później ustawiać. Kryśka złościła się, że nie ma pod ręką komputera, który zadecydowałby za nas, bez wątpienia trafniej, ale i tak ten komputer trzeba by było napchać informacjami. Tytuł, autor, data wydania, język, treść… Marginesów oglądać sam z siebie zapewne by nie chciał, więc korzyść niewielka. Tyle udało nam się wykombinować na początek, że te w tych kupach, układanych na podłodze, powinny jakoś do siebie pasować, przynajmniej oddzielić markiza de Sade od maszyn parowych.

– Też się nad tym zastanawiałam – sieknęłam w odpowiedzi. – Miały służbę, pachołek, względnie lokaj mógł nosić ciężary, a każda z nich siedziałaby na tyłku, oglądała i zapisywała.

– Może im się lokaje zbyt szybko wykruszali, przełamywało ich w krzyżu albo dostawali ruptury.

– Może, ale podejrzewam raczej, że to kwestia tego sukcesywnego ubożenia. Popatrz na służbę obecną, trzy sztuki w wieku emerytalnym i cześć. Jeśli którejś babci brakowało pomocników, dużo zrobić nie dała rady.

– Nie sprawdziłyśmy jeszcze tych mebli w gabinecie i sypialniach – przypomniała Kryśka, siadając na dolnym szczeblu drabinki i ocierając pot z czoła. – Tam, zdaje się, ta cała wiedza przyrodnicza jest już zebrana, brulion prababci i tak dalej…

Usiadłam dla odmiany na stosie książek w twardych oprawach.

– To sobie zostawmy na deser. Będziemy miały samą przyjemność, mało męczącą.

To również miałyśmy wspólne. Deser na koniec. Zawsze zjadałyśmy najpierw to gorsze, najlepsze zostawiając na zakończenie i zdarzało się, że jedna drugiej zżerała ów ostatni kąsek. Też nam to przeszło.



18 из 202