— Jarre — Triss uspokoiła się, położyła chłopcu dłoń na ramieniu, ścisnęła silnie. - Jesteś jedynym mężczyzną W świątyni. Wszystkie patrzymy na ciebie, szukamy w tobie oparcia i pomocy. Nie wolno ci się bać, nie wolno ci panikować. Opanuj się. Nie rób nam zawodu.

Jarre odetchnął głęboko, próbując uspokoić drżenie rąk i warg.

— To nie strach… — wyszeptał, unikając wzroku czarodziejki. - Ja się nie boję, ja się martwię! O nią. Widziałem we śnie…

— Ja też widziałam — zacisnęła wargi Triss. - Śniliśmy ten sam sen, ty, ja i Nenneke. Ale ani słowa o tym.

— Krew na jej twarzy… Tyle krwi…

— Milcz, prosiłam. Nenneke nadchodzi.

Arcykapłanka podeszła do nich. Twarz miała zmęczoną. Na nieme pytanie Triss odpowiedziała przeczącym ruchem głowy. Zauważywszy, że Jarre otwiera usta, uprzedziła go.

— Niestety, nic. Gdy Dziki Gon przelatywał nad świątynią, zbudziły się prawie wszystkie, ale żadna nie miała wizji. Nawet tak mglistej jak nasze. Idź spać, chłopcze, nic tu po tobie. Dziewczęta, proszę do dormitorium.

Oburącz potarła twarz i oczy.

— Ech… Ekwinokcjum! Cholerna noc… Idź się położyć, Triss. Nic nie możemy zrobić.

— Ta bezsiła — zacisnęła pięści czarodziejka — doprowadza mnie do szału. Na myśl, że ona tam gdzieś cierpi, że krwawi, że grozi jej… Psiakrew, gdybym wiedziała, co zrobić!

Nenneke, arcykapłanka świątyni Melitele, odwróciła się.

— A próbowałaś się modlić?

*****

Na Południu, hen za górami Amell, w Ebbing, w krainie zwanej Pereplutem, na rozległych mokradłach przeciętych rzekami Yeldą, Lete i Arete, w miejscu oddalonym od miasta Ellander i świątyni Melitele o osiemset mil lotem wrony, koszmar senny gwałtownie zbudził nad ranem starego pustelnika Vysogotę. Przebudzony Vysogota za nic nie mógł przypomnieć sobie treści snu, ale dziwny niepokój nie pozwolił mu już usnąć.



5 из 408