
Vinnie, a także nikt inny nie wiedział nie o tym, co właściwie Tova robiła z dziećmi, które nie chciały się z nią bawić, przezywały ją lub okazywały jej pogardę.
Ona jednak się mściła. Bez słów, ale w bardzo wymyślny sposób. Umiała rzucać uroki i zaklinać jak prawdziwa średniowieczna wiedźma. Tak jak choćby pierwszego dnia w szkole.
Tova chciała siedzieć przy oknie, w ostatniej ławce. Tymczasem to miejsce zajęła już inna dziewczynka. Tova przymknęła oczy, żeby się lepiej skoncentrować, i po chwili dziewczynka zawołała: „Proszę pani, tu przy oknie jest straszny przeciąg!”
Pani natychmiast podeszła, by sprawdzić. „Rzeczywiście, ciągnie od okna, nie możesz tu siedzieć. Ale… nie ma przecież innego wolnego miejsca…”
Wtedy Tova wstała i przymilnym głosem oświadczyła: „Ja mogę tam siedzieć, proszę pani. Mnie trochę zimna nie zaszkodzi”. Pani patrzyła na nią zakłopotana. „To bardzo miło z twojej strony, Tovo, że się poświęcasz dla koleżanki”.
Dziwne, ale na Tovę nigdy od okna nie wiało. A na dodatek miała stąd bardzo interesujący widok.
Szybko też wyrobiła sobie pogląd na nauczycieli. Wychowawczyni klasy była miła, ale naiwna, niewiele wiedziała o psychologii. Tova dawała jej spokój. Natomiast kierownik szkoły, który na widok dziewczynki skrzywił się z obrzydzeniem i mruknął pod nosem: „O, mój Boże”, dostał paskudnych pryszczy na twarzy, które za nic nie chciały zniknąć. Pewnego razu, kiedy wyglądał szczególnie brzydko, Tova mijając go na szkolnym dziedzińcu mruknęła: „O, mój Boże”. W jej głosie mieszały się odraza i współczucie. Nieszczęsny człowiek zarumienił się po korzonki włosów.
