
Nie była w stanie opanować się nawet na tyle, by się na nim zemścić. Tova czuła się boleśnie zraniona.
To jednak już miniona historia, została zresztą dokładnie opowiedziana w tej części „Sagi o Ludziach Lodu”, która nosi tytuł „Nieme głosy”.
Przez całą jesień Tova i Nataniel współpracowali tak, jak się umówili w górach Valdres, starali się wspierać jedno drugie nawzajem, jeśli odkrywali w sobie jakieś słabości, i wyznaczali sobie trudne zadania.
To znaczy Nataniel tak myślał, przynajmniej na początku. W miarę upływu czasu jednak narastało w nim podejrzenie, że Tova wcale nie ma zamiaru współpracować. Że się tylko z nim bawi.
Kiedy stwierdził, jak ciężko ta nieszczęsna dziewczyna jest obciążona dziedzictwem zła, uświadomił sobie, że może być bardzo, ale to bardzo niebezpieczna. Przez cały czas igrała sobie z nim, żądając, by podejmował najbardziej zwariowane próby. Wiele trudu kosztowało go szukanie sposobu, jak wyjść cało z niebywałych awantur, w które go wplątywała, jak przeciwstawiać się jej nieobliczalnym poleceniom i złośliwej podstępności. I wciąż starał się przekazać jej choć trochę własnej woli walki ze złem. Był łagodny, mówił o potrzebie czynienia dobra, co nie zawsze stanowiło wdzięczne zadanie. Łatwo popaść w mentorski ton, a Tova była zdecydowanie niepodatna na wszelkie kazania i pouczenia.
To właśnie wtedy zabroniła mu napisać artykuł do gazet na temat niebezpieczeństwa, jakie przeczuwał. Przekonała go, że powinien raczej napisać o tak licznych w kraju pracujących w milczeniu, nie znanych nikomu ludziach, którzy opiekują się swymi starymi rodzicami i teściami, a którym władze nie pomagają w żaden sposób, którzy nigdy nie mają dla siebie jednej wolnej godziny. Rzeczywiście, temat godzien podjęcia, pomyślał Nataniel, i przy pomocy Tovy, nieustannie przez nią wspierany, napisał bardzo ostry artykuł, z którego był wyjątkowo zadowolony.
Na szczęście, zanim wysłał tekst do redakcji, przeczytał jeszcze raz wszystko od początku i wtedy uświadomił sobie, co się stało.
