Ogień płonął w kominku i oświetlał blado cały pokój. Tuż obok paleniska, na sofie, leżał Ben. Pchnęła lekko drzwi i, ku jej radości, ustąpiły. Prawie bezszelestnie weszła do środka. Ben nie dawał znaku życia. Leżał bez ruchu, a jego oczy były zamknięte.

Podeszła bliżej, ale po chwili zatrzymała się, nie wiedząc, co zrobić dalej. Jej wzrok padł na krzesło. Usiadła. Sen wymazał /. twarzy Bena niedawną nienawiść i wściekłość. Był teraz bardziej podobny do mężczyzny, którego znała przed laty. Wyglądał młodziej, ale i tak nazbyt staro jak na trzydzieści pięć lat. Smutek i cierpienia pozostawiły swoje piętno.

Poruszył się. Kartka papieru wyślizgnęła się z jego dłoni i wpadła do kominka. Dawn podniosła ją szybko, nim jeszcze zdążyła się zająć ogniem. Po chwili uświadomiła sobie, że jest to list, który wysłała przed ośmiu laty. Była wtedy rozczarowana i pełna goryczy. Okrutne słowa skakały jej do oczu – „… podłe… niewybaczalne…

Napisała te słowa do zdrowego, silnego, młodego mężczyzny, który chciał ją zbyć czekiem, ale mężczyzna, który je teraz przeczytał, był chory i dziwnie bezbronny. Wbrew własnym uczuciom poczuła się winna.

Po południu powiedział, że jej nie zna, ale jednocześnie potem przeczytał list. Aż dziwne, że znalazł go w zamieszaniu związanym z przeprowadzką.

Poruszył się ponownie i otworzył oczy, tak że patrzył teraz wprost na nią. Początkowo na jego twarzy nie było widać żadnej reakcji, ale po chwili zamrugał z niedowierzaniem.

– Kim jesteś? – zapytał nieomal szeptem.

Zastanawiała się, co powiedzieć. Wybrała odpowiedź najlepszą z możliwych.

– Jestem Wigilijnym Duchem Przeszłości.

Rozdział drugi

– Wigilijnym Duchem Przeszłości – powtórzył jak echo. – Dalekiej przeszłości?



11 из 60