
– Nie – odpowiedziała gorzko. – Naszej przeszłości.
Po chwili skinął głową.
– Nie poznałem cię dzisiejszego popołudnia. Wyszłaś ze śniegu i weszłaś w śnieg, zupełnie jakbyś była duchem. Modliłem się, abyś już nigdy nie przyszła…
– Czy właśnie dlatego zamknąłeś furtkę?
– Chyba tak.
Podniósł się do pozycji siedzącej i nalał sobie do szklanki whisky z karafki, stojącej na małym stoliku.
– Dużo pijesz? – zapytała łagodnie.
Opróżnił szklankę jednym haustem.
– To, co robię, to moja sprawa – mruknął.
– Kiedyś nie sięgałeś po alkohol.
Wzruszył ramionami.
– Kiedyś! Kiedyś wszystko było inaczej, niż jest teraz. – Westchnął ciężko. – Nie powinnaś była przychodzić. Wszystko powinno pozostać tak, jak było.
– Musiałam się upewnić, czy to, co widziałam po południu, nie było tylko zjawą. Zmieniłeś się. Trudno cię poznać.
– Zgadza się. – Uśmiechnął się ponuro. – Kiedy widziałaś mnie po raz ostatni, nie byłem takim niedołęgą.
– Ostatni raz widziałam cię tuż przed twoim wyjazdem do domu. Pożegnaliśmy się…
Zamilkła, kiedy przypomniała sobie tamten pocałunek, ból kilkudniowego rozstania, wyznania wiecznej miłości. Podniosła wzrok i z wyrazu twarzy Bena zorientowała się, że on także o tym pamięta.
– Tak, pożegnaliśmy się – przyznał obojętnie. – Nie wiedzieliśmy, że to nasze ostatnie pożegnanie, ale tak właśnie wyszło.
Wpatrywała się w niego z niedowierzaniem.
– Czy naprawdę tak łatwo ci o tym mówić?
Wzruszył ramionami.
– To wydarzyło się osiem lat temu. Byliśmy innymi ludźmi. Dzisiaj nawet się nie poznaliśmy.
– Tylko przez chwilę… z powodu śniegu. Potem cię rozpoznałam, zresztą, ty mnie także. – Kiedy nic nie odpowiedział, zawołała z bólem: – Nie pozwolę się zbyć, Ben. Winien jesteś wyjaśnienia, które należały mi się już osiem lat temu.
– Przypuszczam, że sporo się domyśliłaś.
– Być może. Chcę jednak wiedzieć, kiedy to się stało – powiedziała, wskazując na laskę.
