Kiedy była tuż za nim, trzask suchej gałązki zdradził jej obecność. Mężczyzna zmierzył ją groźnym wzrokiem.

– Proszę natychmiast opuścić tę posesję albo pani tego pożałuje – syknął. – Nie lubię intruzów. Słyszała pani?

Coś w jego głosie sprawiło, że zadrżała. Jakaś dziwnie znajoma nuta dźwięczała w tych ostrych słowach. Przez padający śnieg widziała bardzo niewiele. Był wysoki, młodszy, niż myślała, twarz miał pokrytą bliznami.

Momentalnie odrzuciła myśl, która zaświtała jej w głowie. Nie, to było niemożliwe.

– Nie chciałam przeszkadzać – wyjaśniła – ale to jedyny sposób, aby z panem porozmawiać.

Wykonał krok w jej kierunku.

– Nie chcę się z nikim widywać. Czy nie rozumie pani, co mówię?

Śnieg wirował w powietrzu, dziwnie rozmywając kształty i czyniąc niemożliwe możliwym. W zapadającym mroku widziała, że zamarł w bezruchu. Czyżby…? A jednak… Ben! On pewnie także ją rozpoznał. Wstrząsana uczuciami radości i bólu, nie wiedziała, jak ma się zachować.

– Ben – szepnęła. – Boże, nie mogę w to uwierzyć! Ben!

Ruszyła w jego stronę, ale cofnął się.

– Odejdź! – syknął nieprzyjaźnie.

– Ale to ja… Dawn. Nie pamiętasz mnie?

Wiatr trochę zelżał i chociaż śnieg wciąż padał, to doskonale widzieli swoje twarze. Zastanawiała się, jak go rozpoznała. Zestarzał się przez te osiem lat, jego oczy były zapadnięte. Zdjęła kaptur, aby mógł się jej lepiej przyjrzeć i spostrzegła, że jego rysy stężały.

– Nie, nie pamiętam – mruknął. – Powtarzam po raz ostatni: proszę opuścić moją posesję i nigdy nie wracać.

– Ben, zaczekaj, proszę… – Wyciągnęła do niego ręce, ale się cofnął. Nagle potknął się, stracił równowagę i upadł jak długi na ziemię. Pośpieszyła mu z pomocą, ale zasłonił się laską.

– Odejdź!

– Pozwól sobie pomóc…

– Powiedziałem, odejdź! – krzyknął. – Nie dotykaj mnie, słyszysz? Wynoś się stąd!



9 из 60