
– Cóż, takie określenie słyszałeś już pewnie wcześniej.
– Setki razy. Toteż mówię ci, że to było najsympatyczniejsze. A kiedy już wychodziłem z dworu, nagle koło ucha świsnęła mi kula. Strzelano z zabudowań gospodarskich. – Och, dlaczego mi nic nie powiedziałeś? – zawołała Vinga z oburzeniem. – Ja powinnam… Nie, nie powinnam. Ale czy lensman nic nie może zrobić? To przecież była próba morderstwa! Lensman powinien przynajmniej wyrzucić Snivela z Grastensholm!
– Wyrzucić sędziego? Chciałbym zobaczyć takiego lensmana, który by się na to ważył! W każdym razie jeśli chodzi o Snivela. On nadal ma niewiarygodną władzę, choć ostatnio, po naszym procesie, ten i ów coś szepnie na jego temat. Lensmana może pozbawić wszystkiego jednym słowem. A ten strzał… Mój Boże, łatwo powiedzieć, że ktoś polował na dworskim polu.
– Czy nie mógłbyś pójść do króla? Heike, Grastensholm jest przecież twoje! Zostało ci po prostu ukradzione za pomocą sfałszowanego listu!
– Pójść do króla? Do króla, który rezyduje w Danii i ma dość kłopotów z całym krajem? Cóż go obchodzi jakieś Grastensholm w maleńkiej Norwegii, cóż go obchodzą Ludzie Lodu?
– Mówią, że król jest trochę szalony, ale że to życzliwy ludziom monarcha.
– Możliwe. Tylko czy uważasz, że on sam czyta wszystkie listy, jakie do niego przychodzą? Na pewno ma cały sztab ludzi, którzy odpowiadają na prośby według własnego widzimisię. A poza tym kto miałby napisać list do króla? Ja? Przecież ja nie potrafię nawet napisać własnego nazwiska.
– No więc najwyższy czas, żeby się zacząć uczyć – syknęła Vinga złośliwie, ale, naturalnie, musiał przyznać jej rację.
Przez chwilę milczeli, patrząc w ogień na kominku. To znaczy Heike patrzył w ogień tylko przez moment. Zaraz bowiem, jak zwykle, wzrok jego powrócił do Vingi, ogarnął całą jej postać. Jakby nie był w stanie patrzeć na nic innego.
Nie zastanawiając się nad tym, co robi, myślał głośno. Przemawiał swoim głębokim głosem, a pokój wypełniał się wypowiadanymi z wolna na podobieństwo zaklęć słowami:
