
– Nie wiem, Marco. Naprawdę nie wiem.
– Rozumiem. Nataniel, podaj mi dziennik Silje!
– Myślałem właśnie o tym samym – uśmiechnął się Nataniel, wyjmując z plecaka bardzo starą księgę. – Tutaj mamy mapkę Doliny Ludzi Lodu – oznajmił i wszyscy pochylili się nad dziennikiem. – Teraz znajdujemy się tu… Tak, a gdzie jest to drugie miejsce, które zauważyła Sunniva Starsza?
Marco wskazał wyraźny krzyżyk na mapce.
– Tam.
Podnieśli teraz głowy i mierzyli wzrokiem odległość do łańcucha gór. Zaczynało być chłodno. Nad doliną powoli kładły się wieczorne cienie.
Ile to już dni, myślał Gabriel. Jak dawno temu wyjechaliśmy z domu! Właściwie straciłem rachubę.
– Chodźmy! – przerwał jego rozmyślania Nataniel. – Chodźmy, odnajdziemy to miejsce.
Gabriel skinął głową, jakby chciał sam sobie coś potwierdzić. Wszyscy byli coraz bardziej pewni, że „tym drugim”, którym trzeba się zająć najpierw, jest drugie miejsce Tengela Złego pod szczytami gór.
Tak właśnie musi być, musi chodzić o to drugie miejsce, bo oni już naprawdę nie mają czasu na nieudane eksperymenty!
Pospiesznie ruszyli skalną ścieżką w dół, oddalając się od sterczących szczytów.
– Wiecie co? – powiedziała Tova ściszonym głosem. – Mam wrażenie, że śledzą mnie tysiące pełnych nadziei oczu!
– Sądzisz, że to zwierzęta? – zapytał Marco równie cicho.
– Tak. My ich nie widzimy. Zresztą może ja sobie to wszystko wyobrażam? Przecież zwierzęta nie mogą przebywać w tej zadżumionej dolinie. A mimo to czuję na sobie spojrzenia spłoszonych oczu, które patrzą na mnie ze wszystkich stron. Rozbiegane oczy lisa, renifera, zająca, żbika… Ptaki, które czuwają na skałach i w dole, na przełęczach pomiędzy górami. Orły, jastrzębie, przepiórki, mniejsze ptaki…
– Rozumiem, co masz na myśli. Oprócz myszołowów nie ma tu żadnych żywych stworzeń, żadnych zwierząt. Gdyby jednak wiedziały, co my tu robimy, z pewnością szłyby za nami. Mimo strachu.
