
— Zjedz kolację. — Spence postawiła talerz na biurku, nad migającymi w głębi pulpitu symbolami. Do uszu Suli dobiegło skwierczenie sosu. Wzięła szpadkę i zjadła kawałek kalmara. Po odgrzaniu mięso stało się gumiaste, ale zarówno jego konsystencja, jak i smak nie miały dla niej teraz znaczenia. Odsunęła talerz na bok, gdy na ekranie pojawiły się katalogi Biura.
— Jak najwięcej korzystaj z plików pomocy — poradziła Spence. Jedząc posiłek, a potem pijąc słodzoną kawę, Sula odkryła, że cała poczta Biura Akt — z wyjątkiem korespondencji wewnętrznej, która pozostawała w urzędzie — przechodziła przez pewien węzeł transmisyjny, wydajny komputer, zdolny obsłużyć tysiące zapytań przysyłanych do urzędu każdego dnia. Węzeł opatrywał każdą wiadomość specyficznym znacznikiem i przekazywał ją do adresata, a automatyczną kopię do Biura Cenzora, gdzie poddawano ją obróbce tajnymi algorytmami, mającymi wykryć wszelkie treści wywrotowe.
Czy łatwo przeprogramować węzeł transmisyjny? Sula poszła za radą Spence i sprawdziła pliki helpów.
Była zdziwiona: bardzo łatwo! Jeśli ktoś miał odpowiedni priorytet dostępu, mógł włączać i wyłączać różne akcje węzła równie prosto, jakby naciskał przełącznik.
Oczy piekły Sulę od wielogodzinnego wpatrywania się w displej. Poszła więc do łazienki i wyjęła brązowe soczewki maskujące jej zielone oczy. Spojrzała na swe odbicie w pociemniałym ze starości lustrze, wiszącym nad umywalką poplamioną rdzawymi zaciekami. Sprawdziła odrosty, dotknęła skóry. Cała jej charakteryzacja sprowadzała się do farbowania blond włosów i zażywania karotenu, by przyciemnić jasną cerę. Muszę niedługo znów ufarbować włosy, pomyślała.
Nagle drgnęła, gdy usłyszała odgłos otwierania drzwi wejściowych i uświadomiła sobie, że nie ma ze sobą broni. Usiłowała odzyskać spokój, tłumacząc sobie, że to prawdopodobnie Macnamara. I rzeczywiście.
