Faure kazał jej czekać jakieś dziesięć minut, zanim się pokazał: schludny niewysoki mężczyzna w nienagannie skrojonym garniturze, którego elegancką granatową barwę podkreślał rdzawoczer-wony krawat.

Ujął jej dłoń z taką gracją, że pomyślała, iż zamierzają ucałować. Zamiast tego Faure podprowadził ją do pluszowego fotela” i zajął miejsce naprzeciwko, plecami do wysokich do sufitu okien, które wychodziły na centrum, na północ, w kierunku East River. Edith widziała most Ulicy Pięćdziesiątej Dziewiątej i leżące za nim dzielnice; sięgała wzrokiem aż za Triboro.

— Cudowny widok — powiedziała.

Faure potraktował jej słowa jako osobisty komplement.

— Sama pani widzi, jak elektryczne pojazdy wpłynęły na poprawę jakości powietrza — rzekł z promiennym uśmiechem. Jego maleńkie oczy niemal zniknęły w fałdach skóry.

Edith nie miała zamiaru pozwalać, by całą zasługę przypisał sobie.

— Myślałam, że nakaz używania samochodów o napędzie elektrycznym został wprowadzony przez rząd USA. Agencja Ochrony Środowiska, nieprawdaż?

— A, tak — zgodził się Faure szybko. — Ale dopiero po naszych staraniach, które zaowocowały znacznym zmniejszeniem zanieczyszczeń w Tokio i Mexico City. Obecnie wszystkie największe miasta idą za naszym przykładem. — Znów zaprezentował uśmiech, w którym niemal znikły oczy.

Używa „my” w znaczeniu liczby mnogiej czy pluralis maie-statisl — zastanowiła się Edith.

Ale uśmiechnęła się do sekretarza generalnego i powiedziała słodko:

— Wie pan, że znaczna część Amerykanów nie zgadza się z tym, co zamierzacie zrobić z Bazą Księżycową?

Rysy stwardniały mu na chwilę, potem wzruszył ramionami i zrobił zasmuconą minę.

— Tak, wiem. Wielka szkoda. Ale nie można zrobić omletu bez rozbicia jaj, prawda?



38 из 422