
— Do zobaczenia, Harry.
Po minucie marszu Kadar stanął przed biurem dyrektora Bazy. Stuknął raz w futrynę i otworzył drzwi.
Jinny Anson siedziała za biurkiem, rozmawiając przez wide-ofon z jakąś kobietą. Zerknęła na gościa i wskazała mu krzesło. Z jej miny wynikało, że zna cel jego wizyty.
— Gdzie jest Stavenger? — zapytał, gdy tylko wyłączyła ekran.
— Doug zajmuje się wojną. Ja jestem tymczasowym dyrektorem Bazy. — Nim Kadar zdążył zaczerpnąć tchu, dodała: — Wszystkie prace na zewnątrz zostały wstrzymane, Zoltan, nie tylko twoje.
— -Nie obchodzi mnie cała reszta. Ważna jest moja robota.
— Pewnie — przyznała dobrodusznie. — Ale nie możemy posłać satelity na drugą stronę, dopóki nie wyjaśni się sprawa z żołnierzami pokojowymi.
— Nie rozumiem, dlaczego. To satelita bezzałogowy. Sam zajmę się monitorowaniem. Mam gotowe wszystkie programy.
Z cierpliwym westchnieniem Anson wyjaśniła:
— Słuchaj, leci do nas kliper pełen żołnierzy, którzy chcą zająć Bazę. Zamierzamy ich powstrzymać — nie pytaj mnie, jak, bo to problem Douga.
— Ale co to ma wspólnego z moją pracą? — Kadar mimo woli położył nacisk na słowo „moją”.
— ONZ już zajęła stację L-1. Może obsadzono ją żołnierzami, może nie, nie wiemy.
— Ale co to…
— Obserwują nas, Zoltan. Obserwują każdy nasz ruch. Teleskopami, radarami i wszystkim innym, co tylko mają.
— I?
— Jak zareagują, gdy wystrzelimy rakietę? Nie zignorują tego. Może mają lasery dużej mocy i zestrzelą twojego ptaszka, zanim dojdą dokąd leci.
— Bzdura! Powiadomimy ich, jaki jest cel misji.
— Myślisz, że nam uwierzą? — Uśmiech złagodził poważną twarz Anson. — Uwierzą Węgrowi?
Kadar wyszczerzył zęby.
— To może być problem — przyznał.
— Nie chcemy zrobić czegoś, co mogłoby dać ONZ powód do rozpoczęcia bombardowania. Twoja rakieta będzie stać w hangarze do czasu zakończenia kryzysu.
