
O mało co nie wpadł na dwoje antygrawitacyjnych noszy z rannymi medjelami, pchanych pospiesznie przez dwa uzbrojone jaszczury. Przystanął, uważnie przyjrzał się rannym; spiralne okopcone ślady na pancerzach świadczyły o tym, że użyta została broń plazmowa, tą zaś, o ile mu było wiadomo, nie dysponowała Gerontokracja Sorpenu. Zastanawiał się jeszcze przez chwilę, co to może oznaczać, po czym wzruszył ramionami i poszedł dalej.
Po dość długiej wędrówce dotarli do masywnych drzwi. Medjel powiedział coś do interkomu i stalowe płyty rozsunęły się na boki. Przed kolejnymi drzwiami stal idiriański strażnik z karabinem laserowym, ale na widok człowieka otworzył je bez żadnych pytań. Horza skinął mu głową i wszedł do środka; drzwi natychmiast zamknęły się za nim, rozsunęły się natomiast kolejne, dwa albo trzy metry dalej. Balveda stała po przeciwnej stronie celi. Na widok Horzy odchyliła głowę do tyłu, a z jej ust wydobył się odgłos trochę podobny do śmiechu.
— No, no… — mruknęła z podziwem. — A więc przeżyłeś. Gratuluję. Aha, tak przy okazji: dotrzymałam obietnicy. Co powiedziałbyś na mały rewanż?
— Witaj — odparł Horza, założył ręce do tyłu i niespiesznie zmierzył kobietę uważnym spojrzeniem. Miała na sobie wciąż tę samą, prostą szatę z szarego materiału i nie była nawet zadraśnięta. — Co się stało z tym czymś, co miałaś na szyi?
Zerknęła w dół, na miejsce gdzie jeszcze niedawno na jej piersi wisiał ozdobny brelok.
— Możesz wierzyć albo nie, ale przeistoczył się w zwykły rejestrator.
Posłała mu niewinny uśmiech i usiadła ze skrzyżowanymi nogami na miękkiej podłodze. Horza poszedł w jej ślady; nogi bolały go już tylko trochę. Przypomniał sobie smugi na pancerzach rannych medjeli. — W rejestrator, powiadasz? A może w pistolet plazmowy?
Agentka Kultury wzruszyła ramionami.
