
— Być może.
— Tak właśnie mi się wydawało. Słyszałem też, że twój nieodłączny towarzysz rozstał się z nami w dość gwałtowny sposób. Balveda ponownie wzruszyła ramionami.
— Ciebie zapewne również nie byłoby już tutaj, gdybyś mogła zdradzić Idirianom jakąś ważną tajemnicę — powiedział, patrząc jej prosto w oczy.
— Zapewne — przyznała Balveda. — W każdym razie nie byłabym żywa. — Rozprostowała ramiona i westchnęła głośno. — Przypuszczam, że resztę wojny spędzę w jakimś obozie dla internowanych, chyba że zechcą mnie na kogoś wymienić. Mam nadzieję, że to nie potrwa zbyt długo.
— Czyżby Kultura zamierzała się niebawem poddać? — zapytał Horza z przekąsem.
— Wręcz przeciwnie. Kultura wkrótce zwycięży.
Potrząsnął głową.
— Jesteś szalona.
— No… Może nie wkrótce — przyznała z ociąganiem — ale kiedyś na pewno.
— Jeżeli nadal będziecie cofać się w takim tempie jak przez ostatnie trzy lata, niedługo wylądujecie gdzieś w Wielkich Obłokach.
— Nie zdradzę żadnej tajemnicy, jeśli ci powiem, że nie zamierzamy się dalej cofać.
— Zobaczymy. Szczerze mówiąc, zastanawiam się, jakim cudem przetrwaliście tak długo.
— Nasi trójnożni przyjaciele też się nad tym zastanawiają. Chwilami wydaje mi się, że nawet my tego nie wiemy. Horza westchnął i markotnie pokręcił głową.
— Jeśli o mnie chodzi, to przede wszystkim chciałbym się dowiedzieć, dlaczego walczycie. Idirianie nigdy nie stanowili dla was zagrożenia i nadal by go nie stanowili, gdybyście tylko zostawili ich w spokoju. Czyżby życie w waszej doskonałej utopii stało się aż tak nudne, że zapragnęliście wojny?
— Ja z kolei nie rozumiem, dlaczego ty bierzesz udział w wojnie — odparła Balveda, patrząc mu prosto w oczy. — Wiem, że Hiedohre jest w…
— Heibohre — poprawił ją Horza.
— Nieważne, ta asteroida, na której żyją Metamorfowie. Wiem, że jest w sektorze pozostającym pod kontrolą Idirian, ale…
