Ciśnienie powietrza ciągle rosło. Z daleka dobiegło stłumione bulgotanie, oznaczające, że zbliża się kolejna fala ścieków. Przeklęci dranie. Mam nadzieję, że przynajmniej ty dotrzymasz słowa, Balvedo. „Jinmoci z Bozlena Dwa likwidują dziedzicznych…” Z rur chlusnęła następna porcja śmierdzącej gęstej cieczy. Fala zakryła mu nos, a kiedy go minęła, zdołał zaczerpnąć spory haust powietrza. Chwilę później poziom półpłynnej substancji podniósł się o kilka milimetrów; ścieki zakryły mu nozdrza, podpełzły do połowy nosa i już tam zostały.

Wstrzymał oddech.

Początkowo trochę go bolało. Ręce, spętane skórzanymi pasami, miał uniesione wysoko nad głowę i zaczepione na stalowym haku sterczącym ze ściany. Stopy, również związane, wprowadzono do wnętrza żelaznej rury, przez co nie mógł ani ulżyć ramionom, ani odsunąć się od ściany. Rura kończyła się tuż nad kolanami, nieco wyżej natomiast zaczynała się brudna postrzępiona szmata osłaniająca jego wiekową, niechlujną nagość.

Odgrodził się od bólu promieniującego z przegubów i ramion, jeszcze zanim czterej strażnicy, w tym dwaj na drabinie, uporali się z zawieszeniem go na haku. Jednak nawet wtedy mózg sygnalizował uparcie, że co prawda nie boli, ale powinno boleć. Przestał na to zwracać uwagę dopiero wówczas, kiedy poziom ścieków w celi zaczął z wolna, ale stale rosnąć.

Jak tylko został sam w cuchnącym pomieszczeniu, wprowadził się w trans przemiany, mimo iż zdawał sobie sprawę, że najprawdopodobniej nie ma to najmniejszego sensu. Nie dane mu jednak było zaznać spokoju, ponieważ zaledwie kilka minut później drzwi otworzyły się ponownie, spuszczono metalowe schodki, a do wnętrza celi wdarło się światło z korytarza. Wstrzymał przemianę i odwrócił głowę, boleśnie naciągając mięśnie karku, by przekonać się, kim jest nieoczekiwany gość.

Po schodach, z rozżarzoną błękitnym blaskiem, krótką pałką w dłoni, schodził siwy, zgarbiony Amahain-Frolk, minister obrony Gerontokracji Sorpenu.



6 из 490