– Po co niszczyliście ściany? – zainteresował się Bibl.

Z wygolonej twarzy pilota zniknął uśmiech. Uważnie rozejrzał się wokoło. Gest był odruchowy, bezwiedny.

– Przenikają i tutaj… – szepnął, powoli wycofując się w kierunku wewnętrznych drzwi, przez które widać było wąziutkie, spiralne schody prowadzące na wyższe piętro. – Chodźmy. Tam jest bezpieczniej. Inny horyzont, inny poziom.

Kapitan i Mały popatrzyli po sobie. Nie miało sensu prosić o wyjaśnienia.

– Brudnawo tu – powiedział Kapitan.

– Nie ma komu sprzątać. Na górze jest czyściej.

– A kto jest na górze?

– Ja i Dok. Tam jemy i śpimy.

– Dlaczego nie nawiązywaliście łączności?

– Nie ma sensu. Oszczędzaliśmy energię dla was.

– Można obejrzeć urządzenia? – zapytał Alik.

Drugi Pilot gościnnie wskazał na drzwi.

– Czemu nie? Dziesiąte drzwi po prawej. Przyciśnij guzik i wchodź. Tam jest czysto. Pyłu nie ma: wentylator działa, pyłochłon w porządku.

– A nie wlezę na promiennik? Może macie automatyczne.

– O tym nie pomyślałem – roześmiał się Pilot.

Alik spojrzał pytająco na Kapitana i wyszedł. Pozostali ruszyli za Pilotem. Po kręconych schodach wspięli się do pokoju, który różnił się od tamtego tylko oknem umieszczonym ukośnie i zaciągniętym na wpół przezroczystą storą. Nie przepuszczała ona ciepła promieni słonecznych, ale pozwalała widzieć wszystko wokoło. Inna rzecz, że nie było specjalnie na co patrzeć, jeżeli nie brać pod uwagę przygnębiającej czerni pustyni.



13 из 298