Wiatr nie zadowolił się kapeluszem, próbuje jeszcze zedrzeć palto. Wicher dmie ze wszystkich stron naraz. Nietutejszy wicher. Skandynawski. Niesie ze sobą zapach śniegu i straszliwy ziąb. Dlatego szczękał zębami, ale już przestał. Skurcz ściągnął mięśnie i szczękanie ustało.

Deszcz też nietutejszy, nie berliński. Długie, przezroczyste krople z kryształkami lodu w środku. Krople nie z gatunku „plask-plask”, ale raczej „dum-dum”. Zacinają w czarne szyby wygaszonych okien. Trafiając pod podeszwy – szeleszczą i chrzęszczą. Nasączywszy trzewiki pod wpływem ciepła przemieniają się w zwyczajne krople deszczu i chlupią w butach, jak zdezelowane tłoki. Ciężkie nasączone nogawki oblepiają łydki i uda.

Woda wypływa z nich strumykami – jedne wprost do cholewek butów, inne na ziemię. A z mroku wlepiają się weń straszne oczy: RUDOLF MAZUR – CZARODZIEJ.

II

Towarzyszu Chołowanow, co wam mówi nazwisko Rudolf Mazur?

– Towarzyszu Stalin, to światowej sławy sztukmistrz i hipnotyzer.

– Towarzyszu Chołowanow, tyle to ja sam wiem. Każdy to wie. Nie chcę wysłuchiwać od was tego, co wie każdy. Macie informować mnie o tym, czego nie wie nikt, łącznie ze mną.

– Towarzyszu Stalin, mam dla was takie informacje.

III

W przemoczonego wbijają się z sąsiedniego muru te same oczy: RUDOLF MAZUR – CZARODZIEJ. Na następnym domu to samo. Świdrujący wzrok czarodzieja przenika ciemność z każdego berlińskiego muru.

Deszcz zacina po trzypiętrowych afiszach. Wiatr porywa z dachów strumienie wody, ciska w oczy czarodzieja. W zamglonym świetle latarni magnetyczny wzrok przenika wodny pył.

Przemoczony staje w mroku. Woda zalewa mu twarz, jak na afiszach. Zerka pod nogi, potem zbiera się w sobie i spogląda w oczy czarodzieja.



3 из 318