Leskin miał długą, zmiętą twarz z miękkim, obwisłym nosem, ale to było wszystko, co dawało się dostrzec pod grubą warstwą błota, nadającego mu wygląd Indianina wkraczającego na wojenną ścieżkę.

— Mamy słabiutki nadajnik — spróbował zmienić temat pilot Jim, który najwyraźniej był człowiekiem dobrodusznym, co w ogóle jest cechą olbrzymów. — Ekspedycyjny, wariant drugi. Ucieszyliśmy się, że do nas lecicie. Baliśmy się, że doktor nie wytrzyma. A ten wasz młodzieniec zna się na rzeczy?

— To trzeci mechanik — powiedział Pawłysz. — Jego drugą specjalnością jest chirurgia.

Nie chciał się ze swymi nowymi znajomymi dzielić własnymi niepokojami i obawami.

4

Kuter znieruchomiał. Fotel znów przylgnął do pleców. Pawłysz namacał na piersi sprzączkę pasa. Leskin wyciągnął rękę w szarej rękawiczce, chcąc mu pomóc. Pilot Jim już wstał ze swego miejsca i opuścił żaluzję na pulpit.

— Serdecznie witamy w naszych skromnych progach — powiedział. — Na szczęście mży…

Stojąc obok niego Pawłysz czuł się jak liliput. Leskin wziął torbę Pawłysza.

— Proszę zaczekać — powiedział — wyjdą nam na spotkanie.

Rozległo się stukanie w drzwi. Trzykrotne. Jim cofnął się na rufę, aby otworzyć właz ładunkowy. Leskin powiedział:

— Proszę nie marudzić.

Pawłysz przekroczył próg, a Leskin, podtrzymując go pod rękę tak energicznie, jakby miał ochotę odciągnąć go na bok. poprowadził do łazika, stojącego o trzy kroki od kutra. Właz łazika był otwarty na oścież. Stał na nim szczupły chłopak, umorusany jak wszyscy pozostali, gapił się w niebo i nie zwracał najmniejszej uwagi na Pawłysza. Jim wyciągał pojemnik ładunkowy, Pawłysz chciał mu pomóc, ale tutaj najwidoczniej nie wolno było tego robić, gdyż Leskin wepchnął go do łazika, zwykłego ekspedycyjnego łazika, zagospodarowanego jak przytulny dom. Pawłysz zerknął nawet na drugi od włazu haczyk, gdzie powinna wisieć jego kamera, jak to było jeszcze w zeszłym roku.



16 из 215