W kabinie pozostawały ślady bytności Stresznego. Na stoliku leżały książki, luźne kartki papieru, kasety. W kącie poniewierał się zwinięty w kłębek brudny kombinezon, ale łóżko było porządnie zasłane.

Na biurku królowała gruba księga w zielonej okładce. Pawłysz otworzy ją. Doktor, jak się okazało, był konserwatystą. Nie dość, że pisał pamiętnik, w dodatku pisał go piórem! Pismo Stresznego wydało się Pawłyszowi wyraźne, niemal kaligraficzne.

Oczy mimowolnie przebiegły pierwsze linijki:

„… Mój dziennik nie może przedstawiać wartości naukowej ani literackiej. W najlepszym razie jest to środek do uporządkowania własnych myśli…”

Pawłysz zatrzasnął pamiętnik. Nikt go nie upoważniał do czytania.

W tym samym momencie zorientował się, że minęło już czterdzieści minut. Nieładnie. Wszyscy zebrali się w jadalni, nowy człowiek na odległej stacji zawsze jest wydarzeniem, trzeba będzie odpowiadać na mnóstwo pytań, a przecież nie zawsze się wie, co nowego grają w Teatrze Wielkim i czy zakończono już budowę kopalni na Księżycu. Pawłysz przejrzał się w lustrze. Lekarz powinien dawać przykład — musi być zadbany, ogolony, porządnie ubrany. Wtedy rozległa się eksplozja.

Stacja zakołysała się. Ktoś przebiegł korytarzem i zrobiło się cicho.

7

Jadalnia była pusta. Ludzie opuścili ją w pośpiechu, bo czyste talerze stały na stole, spod pokrywki wazy sączyła się para, krzesła byty odsunięte, jedno z nich przewróciło się i nikt go nie podniósł…

— Ciągle te sekrety! — burknął zirytowany Pawłysz, stawiając krzesło na miejsce. — Zagadki, tajemnice, błędni rycerze. Zaraz okaże się, że zostałem tu sam, a pozostali zniknęli bez śladu.

W pustym pomieszczeniu głos zabrzmiał sztucznie i pretensjonalnie, Pawłysz więc zamilkł. Postał kilka chwil, nadstawiając ucha, a potem opuścił jadalnię i ruszył korytarzem w stronę wyjścia do garażu.



20 из 215