
Opodal stał niewysoki, łysiejący mężczyzna z pucołowatą poczciwą twarzą.
— To on was nękał? — zapytał go Pawłysz.
— Nękał? — jego sąsiad uśmiechnął się miękko, jakby przypadło mu do gustu samo brzmienie tego słowa. — Nękał. Delikatnie powiedziane! Jakby natrętny wielbiciel nękał swymi zalotami niewinną panienkę. Nie, on na nas polował. — Mężczyzna opierał się ciężko na lasce.
— To znaczy, że można wam pogratulować?
— Tak, to jest pierwszy — powiedziała Nina, odrzucając czarczaf z twarzy. — Poznajcie się: Leopold. Nasz sejsmolog i geofizyk.
— Spójrzcie — powiedziała Tatiana unosząc brzeg skrzydła. — Strzelałam do niego wczoraj i tu trafiłam.
— A co ze śmiertelnym strzałem maharadży? — zapytał Leopold, krzywiąc się. z bólu. Noga mu widać dokuczała, bo trzymał ją uniesiona do góry.
Spod skrzydła wysuwała się łapa zakończona pazurami przypominającymi jatagany.
— Można byłoby zrobić kindżał — powiedział Jim. — Na Ziemi kolekcjonerzy dadzą za taki nożyk każdą cenę.
— Jeszcze będziesz miał czas na gromadzenie pamiątek — powiedziała Nina. — Tego zwierzaka potniemy na drobne kawałki, żeby dokładnie poznać jego anatomię.
Zerknęła na Pawłysza, dając mu tym do zrozumienia, że to już jego robota.
— A więc on nie jest jedyny? — zapytał Pawłysz. Pytanie rozbawiło obecnych.
— A niby z kim wojowaliśmy, kiedy łazik wjeżdżał do garażu? — zapytała Tatiana. — Tam pozostali jego pałający żądzą zemsty krewniacy.
Jakby na potwierdzenie jej słów znów rozległo się łomotanie w dach. Dudniło tak, że trzeba było porozumiewać się na migi. Solidny garaż trząsł się w posadach i Pawłysz zapragnął jak najszybciej znaleźć się za drzwiami wiodącymi do wnętrza stacji. Jim pogroził sufitowi pięścią, ale ten gest nie wywarł żadnego wrażenia na sprawcach hałasu. Leskin wyjął pistolet i uniósł jego lufę do góry. Nina chwyciła go za rękę. Wszyscy stali z zadartymi głowami i czekali na rozwój wypadków. Czekali niedługo, bo dach nie wytrzymał. Metal pękł i przez powstałą szczelinę trysnęło białe światło, a Pawłysz dojrzał żółte jatagany, drące grubą blachę niczym papier.
