Orbitalne elektrownie słoneczne „Arabella” i „Anita” zostały zbudowane w ramach programu Międzynarodowego Roku Krajów Rozwijających się. Te w pełni zautomatyzowane stacje tylko raz na dwa lata wymagały profilaktycznego przeglądu i wymiany zużytych baterii słonecznych, jeśli liczba zniszczonych ogniw przewyższała sześć procent. Na taki właśnie przegląd, piąty w życiu „Arabelli”, przylecieli tu Ganszyn i Julka, bardziej znana w Zarządzie jako „pierwsza naiwna”.

Taki przegląd to prawdziwe wczasy. Dzień pracy wynosi siedemdziesiąt dwie minuty na dobę, bo tyle stacja znajduje się w cieniu Ziemi. Pozostały czas każdy wykorzystuje według własnego uznania. Ganszynowi, któremu już nieraz zdarzało się bywać w strefie wokółziemskiej, w wyniku natchnionych poszukiwań udało się znaleźć własną metodę na skracanie czasu, i tym razem zaczął od tego, że długo męczył komputer astronawigacji pytaniami o orbity najbliższych sputników, chcąc obliczyć moment największego zbliżenia. Wśród satelitów, które przez czas jakiś miały się znajdować w odległości osiągalnej za pomocą maleńkiego dwumiejscowego skutera „Arabelli”, było Obserwatorium — orbitalna filia Obserwatorium Pamirskiego. i już na drugi dzień (czas w strefie wokółziemskiej liczono tak jak na Ziemi) Ganszyn i Julka udali się tam z wizytą.

Obiboki w strefie wokółziemskiej były nie tyle rzadkością, co zjawiskiem wprost unikalnym, i dlatego też nieoczekiwani goście wprawili astronomów w istny popłoch. Ale na orbicie nawet miesięczna wachta to okres niezmiernie długi i każdy przybysz traktowany jest jak członek najbliższej rodziny, tęsknie wyczekiwany. Dlatego też radość gospodarzy nie miała granic, tym bardziej że od ochów i achów Julki topniały ich serca, podczas gdy Ganszyn wraz z dwoma inżynierami z obsługi technicznej rozgrywał w mesie „pulkę”.



3 из 215