
– Ruszyły – powiedział głośnik i natychmiast wybuchł rejwach dookoła.
– Który to stracił?! Co zostało?!
– Iipecki, Krzemień! No, to już z głowy…
– Świnia! – wrzasnęła Maria. – Patrz, co robi…!
– Bolek się pcha! Bolek się pcha!
– Do tyłu ten gówniarz jedzie…!
– Co to odpada? Mów pan, co odpada…?!
– Nie wiem, piątka, Iwno, co to tam, Sitwa…
– Czego on tak wyrwał?! Wyniesie go…!
– Prowadzi Trojanka – mówił głośnik. – Na drugim miejscu Teorban, trzecia Nasturcja, czwarta Balbina…
– Dawaj, Balbina!!! – darł się Miecio.
Zabójstwo na wyścigach powinno być usprawiedliwione z góry. Coś bym temu Mieciowi zrobiła, to pewne, gdyby nie przegradzała mnie od niego Maria, wpatrzona w Krzemienia. Sarnowski podciągał, już był w kupie, Sitwa i Heronik odpadły. Trojanka za ostro poszła na zakręcie, wyniosło ją aż pod parkan, od razu straciła ładne parę długości.
– Na czwarte miejsce przeszedł Diodor – mówił głośnik z kamiennym spokojem. – Trojanka wyłamała, na prostą wyprowadza Teorban, słabnie Balbina…
– Dawaj trójka! – wrzasnął Jurek przede mną.
– Dawaj, trójka! – poparła go Maria, przypomniawszy sobie, że przez pomyłkę ma w tripli Teorbana. – Dawaj Bolek!
– Dawaj siódemka! – zawył pan Edzio.
– Dawaj Balbina! – upierał się Miecio.
Nasturcja zaczęła wychodzić przed Teorbana, Teorban przyśpieszył, Diodor szedł środkiem pola, za nim Krzemień. Nasturcji z Teorbanem nie grałam, nie obchodziły mnie, do ręki w ogóle Kujawskiego nie wzięłam.
