
Nagle przypomniałam sobie te trzy słowa, usłyszane koło wagi. To Sarnowski, zaskoczony, spytał „dlaczego?”. Białas odpowiedział, że Bazyli kazał. Co za Bazyli jakiś, nie ma na tych wyścigach nikogo o takim imieniu. Jakiś Bazyli kazał mu nie przyjść w tej gonitwie…?
Bolek Kujawski umiał jeździć, nie dał się Nasturcji, był pierwszy o nos.
– Mam! – ogłosił gromko Jurek. – Mam Teorbana! Teraz kończę!
– Ja też – powiedziała Maria z uciechą. – Co prawda głupio, ale zawsze. Jednym idiotycznym koniem… Nie, czekaj, wcale nie idiotycznym! Ty wiesz, czym kończę? Popatrz!
Swoją omyłkową triplę kończyła koniem po Derczyku. Znów Kujawskim. Kto, jak kto, ale Bolek na tym zwierzęciu powinien wygrać! Pan Sobiesław czynił wyrzuty Waldemarowi, Waldemar był wściekły, nie mniej pan Marian, grający Diodora. Pociechą była mu myśl, że nie wygrała Nasturcja, którą ominął, mimo tajemniczych wieści z zaplecza. Pułkownik zaprezentował porządek 3-8, Teorban z Nasturcją, grał za 50 tysięcy.
– Bez Trojanki to będzie majątek – przepowiedział Jurek wspaniałomyślnie.
– Czegoś ty się tak czepiał tej Balbiny, Mieciu? – spytałam ze zgorszeniem. – Grałeś takie kretyństwo?
– A skąd! – odparł Miecio. – Grałem Bolka z Diodorem. A dlaczego nie mam sobie pokrzyczeć o Balbinie?
– On się kiedyś doczeka – powiedziała Maria. – Czyś ty widziała, co ten łobuz robił z Krzemieniem? Ta komisja techniczna jest ślepa? Jeszcze Trojanka go przegoniła!
– A dlaczego nie miała go przegonić, skoro chowa konia, na co mu to czwarte miejsce? Dla pieniędzy? Popukaj się w głowę.
