
– No niby masz rację, ale szlag mnie trafi…
– Nie przejmuj się, teraz skończysz. I będzie to fuks.
Ogłosili wypłatę, 28 tysięcy górą. Tripla 12 milionów z groszami. Przestałam się czepiać siebie o tę cholerną Ekstazę w pierwszej gonitwie. I tak bym nie trafiła, bo nie miałam ani Floriana, ani Teorbana, nie jestem jasnowidząca, Teorbana to jeszcze, ale Floriana z Derczykiem nie dotknęłabym narzędziem na długim drągu…
Zainteresowałam się wreszcie, kto jedzie zamiast Derczyka w szóstej gonitwie i zrobiło mi się niedobrze. Uczeń Miazga. Nie, uczeń Miazga nie stwarza wielkiej nadziei, jedzie, zdaje się, trzeci raz w życiu. Gorzej niż Derczyk tego nie zrobi, ale wielkiej różnicy na plus również nie będzie. Westchnęłam, zagrałam pięć porządków, wszystko do Fatimy i wróciłam na górę.
Maria z Mieciem usiłowali rozliczyć trzy ostatnie triple, które grali do spółki. Miecio zapłacił za jedenaście, Maria za dwadzieścia sześć, próbowali dojść, ile kto komu ma zwrócić, żeby wyszło równo. Wzięłam w tym udział, ustaliłam sumę bez wielkiego trudu, bo matematyka na tym poziomie leżała w pełni w moich możliwościach i wyjawiłam obawy w kwestii ucznia Miazgi. Szlag nam trafi triple na konie po Derczyku.
– No to teraz ci powiem prawdę – rzekła Maria. – Miałam ci powiedzieć od razu, ale zapomniałam. Pomyliłam się i wcale nie kończymy Dżubarem, tylko Terencją.
– Co ty powiesz? – ucieszyłam się niepewnie. – Bo co?
– Bo dyktowałam z programu i zajrzałam do siódmej gonitwy, a w siódmej to miał być Fawor. I cały czas dyktowałam z Faworem, który ma, jak sama widzisz numer pięć. Terencją też.
– Rozumiem. Dyktowałaś triple przez czwartą, piątą i siódmą gonitwę?
– Z pominięciem szóstej. Coś w tym rodzaju. Zobaczyłam to dopiero na górze, jak już było za późno.
– No i chwała Bogu, w ucznia Miazgę to ja nie wierzę, zagram go górą za dwie dychy i będzie z głowy. Derczyk czy Miazga, to prawie wszystko jedno.
