— Tak, to jest raczej jakiś cmentarz okrętów — zawołała Vivian. — Maszty i kominy są połamane, z żagli pozostały tylko strzępy. A zresztą… gdzie jest ziemia? Nic nie rozumiem…

— I ja nie mogę powiedzieć, żebym rozumiał wszystko — odparł Huttling — lecz sądzę, że sprawa przedstawia się tak: na Morzu Sargassowym, w tym stojącym bajorze, istnieją widocznie własne prądy, chociaż mocno zahamowane przez gronorosty. Zapewne płynęliśmy z takim prądem, który niestety, zaprowadził nas do tej „cichej przystani”. Proszę popatrzeć, do jakiego „portu” zawijamy. Oto kto nas wita — i Huttling zatoczył wielki łuk dłonią.

Im bardziej parowiec zbliżał się do niezwykłego portu, tym częściej spotykał na drodze smutne szczątki statków.

Znajdowały się tu zniszczone, pokaleczone, na wpół zgniłe statki wszystkich krajów i narodów. Oto piroga wydrążona w jednym pniu… A oto szkielet barki rybackiej: zewnętrzne poszycie odpadło, wręgi sterczały jak obnażone żebra, a stępka przypominała kręgosłup ryby… Dalej widać było statki, które zachowały się w lepszym lub gorszym stanie: barki, szkuny, tendery, galery… Pokryty rdzą nowoczesny parowiec stał obok portugalskiej karaweli z XVI wieku. Karawela odznaczała się pięknymi, giętkimi liniami. Na dziobie i na rufie znajdowały się wymyślne nadbudówki. Sworzeń steru przechodził przez całą rufę, a w niskich burtach znajdowały się otwory na wiosła. „Santa Maria” — widniał wyraźny napis na burcie karaweli.

— Coś niezwykłego! — zawołał Huttling. — Bodaj na takim samym statku pływał Kolumb, jedna z jego karawel nazywała się również „Santa Maria”, a dwie pozostałe „Pinta” i „Nina”. Spójrzcie tutaj — i Huttling, który był dalekowidzem, odczytał na burcie okrętu liniowego jego nazwę: „Henri”. — A tam dalej widzicie statek trójpokładowy „Suweren mórz” i datę „Rok 1637”? Między nimi zaś statek kołowy z pierwszej połowy dziewiętnastego wieku, mający najwyżej pięćdziesiąt metrów długości.



20 из 186