— Niech się pan opasze sznurem! — zawołał Huttling.

Simpkins z trudem wykonał rozkaz, zrobił węzeł i zaczął wspinać się na pokład.

Gdy stanął przed Huttlingiem, był tak wytrącony z równowagi, że tylko powtarzał: — Huttling… Huttling! — i wyciągał do niego ręce.

Huttling skrzywił się, lecz widząc w oczach uratowanego szczerą, zwierzęcą radość, uśmiechnął się dobrodusznie i mocno uścisnął mokrą dłoń detektywa.

— Brak mi słów, by wyrazić panu…

— Chwileczkę — zawołał nagle zaniepokojony Huttling, wyrywając rękę z dłoni Simpkinsa — niech pan popatrzy, nad naszym statkiem widać dym. Miss Kingman nas wzywa. Tam coś się stało. Biegiem!

II. Mieszkańcy wysepki

Po odejściu Huttlinga i Simpkinsa miss Kingman zajęła się przyrządzaniem śniadania. Wypatroszyła i usmażyła rybę złowioną przez Huttlinga, zeszła do ładowni i wzięła z magazynu żywnościowego kilka pomarańcz. Ale gdy z koszykiem w ręku wróciła na pokład, ujrzała niezwykły widok: przy stole, a ściślej mówiąc na stole i na krzesłach gospodarowały małpy. Piszczały, kłóciły się, obrzucały kawałkami keksu i zajadały kostki cukru. Na jej widok opamiętały się i krzycząc uciekły w stronę burty. Vivian roześmiała się i rzuciła im kilka pomarańcz. Stało się to zapoczątkowaniem przyjaznych stosunków. Szympansy po krótkiej bójce podzieliły się pomarańczami, a potem przy kucając i robiąc pocieszne miny, podeszły do miss Kingman i zaczęły odważnie przyjmować owoce z jej rąk. Nie ulegało wątpliwości, że były przyzwyczajone do obcowania z ludźmi.

Istotnie, ludzie nie kazali długo czekać na siebie.

Miss Kingman, zajęta zabawnymi sztuczkami nieoczekiwanych gości, nie spostrzegła, że zza burty parowca wysunęły się ostrożnie dwie głowy. A kiedy przybysze przekonali się, że na pokładzie nie ma nikogo prócz samotnej kobiety, przeleźli szybko przez burtę i zawiesiwszy karabiny na ramieniu ruszyli w jej stronę.



24 из 186