
— Ale czego panowie życzą sobie ode mnie? — powtórzyła pytanie.
— Gubernator Wyspy Zaginionych Okrętów, kapitan Fergus Slayton, wydał zarządzenie, które musi być bezwzględnie przestrzegane: każdy nowy; przybysz winien mu się natychmiast przedstawić.
— Zapewniam panią, miss czy mistress — nie mam zaszczytu wiedzieć, kim pani jest, że kapitan Slayton przyjmie panią z całą życzliwością.
— Nie pójdę nigdzie — odpowiedziała miss Kingman.
Turnip westchnął.
— Jest mi bardzo przykro, lecz…
— Przestań bawić się w dyplomatę! — wtrącił brutalnie Flores i podchodząc do Vivian powiedział tonem rozkazu:
— Pani musi iść z nami.
Miss Kingman zrozumiała, że opór nie zda się na nic. Zastanowiła się chwilę i rzekła:
— Dobrze. Zgadzam się. Ale pozwolą panowie, że się przebiorę — i wskazała swój strój roboczy i fartuch.
— Nie potrzeba! — rzucił Flores.
— Przecież to nie potrwa długo — zwrócił się Turnip jednocześnie do Floresa i do miss Kingman.
— Tak, tylko kilka minut! — powiedziała Vivian i opuściła pokład.
Wkrótce Flores spostrzegł dym płynący z komina parowca. Zrozumiał od razu, że to jest jakiś podstęp.
— Przeklęta baba, oszukała nas! Widzisz ten dym? To jest jakiś umówiony sygnał. Ona wzywa kogoś na pomoc! — Flores zdjął karabin z ramienia i zaczął krzyczeć na Turnipa. — Wszystko przez ciebie! Zmiękłeś! Czekaj, opowiem twojej żonie!
— Jaki pan jest niepoprawny, Flores! Przecież nie mogliśmy zabrać stąd gwałtem bezbronnej kobiety.
— Rycerskość! Galanteria! Już ci Fergus pokaże rycerskość… Może będziesz łaskaw? — I składając się z karabinu pokazał ruchem głowy burtę, przez którą przeskoczył Huttling i ociekający wodą Simpkins, oblepiony zielonymi gronorostami i obwieszony krabami przyczepionymi do odzieży.
— A to co za widmo?
