Baptista wzięła przyszłą synową za rękę.

– Oto nasz gość honorowy – oświadczyła, przedstawiając ją kilku miejscowym notablom, a potem usadziła ją u szczytu stołu między sobą i Lorenzem, co wprawiło Hether w zakłopotanie, bo wszyscy traktowali ją jak królową.

W dodatku musiała zaakceptować każde kolejne danie. Przygotowano istną ucztę, a Baptista wyjaśniła jej, że kuchnia odbywa próbę generalną przed przyjęciem weselnym. Podano najlepsze sycylijskie potrawy. Na początek faszerowane pomidory, sałatkę pomarańczową, ryżowe klopsiki z mięsem, potem ryż we wszelkich możliwych odmianach, no i oczywiście makaron z sardynkami i kalafiorem, a były to tylko przystawki.

Zanim pojawiło się duszone jagnię, zraziki wołowe i królik na słodko-kwaśno, Heather miała już dosyć. Wiedziała jednak, że uskarżając się na brak apetytu, obraziłaby wszystkich, którzy pracowicie przygotowywali ucztę na jej cześć.

– Już się najadłaś? – spytała ze zrozumieniem Baptista.

– Muszę jeszcze spróbować deserów – odparła Heather. – Wyglądają zachęcająco.

Rzeczywiście tak było, a w dodatku wszyscy łapczywie spoglądali w stronę łakoci.

Męstwo Heather zostało docenione i nagrodzone.

– Doskonale, moja córko – szepnęła jej na ucho Baptista.

Wciąż była pod wrażeniem trzech braci. Ubrani w ciemne garnitury, wyglądali naprawdę wspaniale. Lorenzo, najwyższy i najprzystojniejszy, Bernardo, szczupły i śniady o zniewalającym uśmiechu, no i Renato, twardy, silny, nie oglądający się na nikogo. Byłby z niego trudny orzech do zgryzienia, pomyślała.

Podczas kolacji dwukrotnie proszono go do telefonu.

– Bernardo mówi, że Renato jest rodzinnym pracusiem, a Lorenzo czarusiem – mruknęła Angie, gdy wstały od stołu.

– A jaki jest Bernardo? – zapytała niewinnie Heather.



26 из 125