
Wytrącił jej broń z ręki. Marzyła przecież o podróży do Nowego Jorku.
– To przedsmak podróży poślubnej – dodał Renato.
– Tylko mi nie mów, że to też zorganizowałeś!
– Pomyślałem sobie, że mógłbym pożyczyć wam mój jacht na kilka tygodni. Załoga zrobi wszystko, a wy możecie się bawić i odpoczywać.
– To piękna łódź, kochanie – wtrącił Lorenzo. – Ma klimatyzację i…
– Widzę, że obaj wszystko uzgodniliście. A może nie lubię żeglować albo cierpię na morską chorobę?
– Cierpisz? – spytał Renato.
– Nie wiem, nigdy dotąd nie żeglowałam.
– Więc im szybciej się dowiesz, tym lepiej. Jutro Lorenzo leci do Sztokholmu nadgonić spóźnione terminy. Zabiorę cię na jacht i sama zobaczysz, czy ci to odpowiada.
Heather miała nadzieję, że popłynie z nimi Angie, ale ta zamierzała spędzić dzień z Bernardo.
– Pokaże mi swą rodzinną wioskę w górach – zwierzyła się przyjaciółce.
– Znasz go dopiero od wczoraj – zaprotestowała Heather.
– Wiem – zachichotała Angie.
– Bądź ostrożna. Angie promieniała pewnością siebie, dość typową dla młodej kobiety, która jak dotąd zawsze wodziła mężczyzn za nos. Roześmiała się więc beztrosko, a po chwili Heather słyszała, jak śpiewa pod prysznicem.
Bez wątpienia „Santa Maria", trzydziestometrowy jednomasztowiec, przyćmiewała wszystko, co cumowało w małej zatoczce w Mondello. Renato zaparkował auto i pokazał łódź.
– I co o niej sądzisz? – spytał z miłością i dumą.
– Jest piękna – przyznała. Wskoczył lekko na pokład i odwróciwszy się, złapał Heather oburącz w pasie. W następnej chwili frunęła w powietrzu.
– W porządku? – spytał.
– Tak – odparła bez tchu. Zaskoczył ją tym manewrem. Przedstawił jej ustawioną w szeregu załogę.
– To Alfonso, mój kapitan, Gianni i Carlo, załoganci. A to – dodał, wskazując na małego człowieczka – Fredo, kucharz. Potrafi przyrządzić wszystko, od prostych przekąsek po najbardziej wyrafinowane dania.
