
Słońce przypiekało ostro, a silny wiatr omiatał zatokę. Wkrótce wypłynęli na otwarte morze. Po kilku minutach Heather przyzwyczaiła się do kołysania i nawet zaczęło sprawiać jej to przyjemność.
– To jak – spytał Renato – chcesz wracać, wywiesić się za burtę czy mnie przez nią wyrzucić?
– To ostatnie brzmi całkiem nieźle – roześmiała się.
Zawtórował jej, odsłaniając piękne, białe zęby, kontrastujące z opalenizną. W Anglii był zdenerwowany i spięty, lecz u siebie zmienił się nie do poznania. Ubrany był również inaczej, bo wczorajszy elegancki garnitur zastąpiły granatowe szorty i biała rozpięta pod szyją koszulka bez rękawów. Emanowała z niego żywotność, siła i męskość.
– Pokażę ci twoje królestwo – rzekł, biorąc ją za rękę.
Wnętrze było luksusowe. W kambuzie Fredo, uzbrojony w najnowsze urządzenia, gorączkowo przygotowywał posiłek. Na końcu wąskiego korytarza znajdowała się sypialnia właściciela połączona z łazienką. Wszystko było wyłożone brzozowym drewnem, a pośrodku królowało podwójne łoże, idealne na noc poślubną.
– To na dziś twoja kwatera. Może przebierzesz się w kostium kąpielowy?
– Nie wzięłam żadnego.
Otworzył szafkę pełną kostiumów. Heather zdębiała. Musiało być ich z dziesięć, w różnych kolorach, fasonach i o różnym stopniu śmiałości.
– Ale skąd…? – zaczerwieniła się, widząc jego wzrok. – Zresztą wolę nie pytać.
– Chyba nawet nie musisz, co?
Jego upodobania były tak oczywiste, a szczerość tak bezwstydna, że nie wiedziała, gdzie podziać oczy. Sięgnęła po pastelowy kostium, lecz Renato złapał ją za rękę.
– Nie ten – powiedział. – Tamten. Pokręciła głową.
– Nie mogę…
– Czemu, jest dość skromny.
Rzeczywiście, jak na bikini był wręcz staroświecki, lecz Heather zawsze uważała się za stworzoną do jednoczęściowego kostiumu.
– Nie pasuje mi wiśniowy – upierała się. – Mam zbyt jasną karnację.
