
– Doskonale, sir – rzekła cierpko. – Proponowałbym Głębię Nocy.
– To wyjątkowo do niej pasuje – przyznał bezwstydnie.
Roztarta próbkę perfum na nadgarstku i podsunęła mu rękę.
Wolno wdychał zapach, potem ujął jej dłoń i przysunął bliżej twarzy. Odczuła pierwotną siłę ukrytą pod towarzyską ogładą, jakby w pięknym ogrodzie krył się gotów do skoku tygrys. Powstrzymała się od cofnięcia ręki.
– Doskonale – powiedział. – Biorę duże opakowanie.
Heather zaparło dech w piersiach. Duży flakon był najdroższym towarem w całym stoisku. Trafi się jej wysoka prowizja, która być może wystarczy na ślubną suknię…
Odegnała od siebie tę myśl. Nie warto łudzić się nadziejami, nawet najpiękniejszymi.
– A teraz coś dla miłej i wesołej dziewczyny.
– Letni Taniec wydaje się odpowiedni. Świeży i kwiatowy.
– Nie nazbyt naiwny? – spytał podejrzliwe.
– Z pewnością nie. Niewyszukany, lecz elegancki. Spryskała próbką drugi nadgarstek i podsunęła mu pod nos.
Heather czuła jego gorący oddech i chciała, by już sobie poszedł. Uznała to za absurdalną nadwrażliwość, przecież nawet nie patrzył na nią, tylko zamknął oczy i błądził gdzieś w świecie swoich kochanek.
Trzymał ją beznamiętnie za rękę, jednak nie było w nim spokoju. Ten człowiek we wszystkim, co robił czy mówił, emanował dziwną, budzącą niepokój pasją. Mógł być niebezpieczny. Dotąd nie spotkała się z nikim tak groźnym i silnym. Gdy wreszcie otworzył oczy i utkwił w niej wzrok, wstrzymała oddech.
– Perfetto - mruknął. – Rozumiemy się wręcz idealnie.
Puścił jej rękę, a Heather miała wrażenie, iż budzi się ze snu.
Nadal czuła uścisk na ręku. Trzymał ją delikatnie, lecz z niezwykłą siłą. Wzięła się garść.
– Próbuję zrozumieć moich klientów, signore - odparła. – Taką mam pracę.
