– Signore? Zatem mówi pani po włosku? Uśmiechnęła się.

– Trochę, znam też z dziesięć słów sycylijskich. Wspomniała o Sycylii, ponieważ wydawało się jej, że ów mężczyzna pochodzi z tego samego rejonu, co Lorenzo. I nie pomyliła się.

– Po co uczy się pani naszego dialektu? – spytał z jawnym rozbawieniem.

– Wcale się nie uczę, tylko zapamiętałam kilka zwrotów z rozmów z moim przyjacielem.

– To na pewno jakiś młody przystojniak. Czy mówił, że pani jest grazziusu?.

– Skoncentrujmy się raczej na pańskich zakupach – powiedziała Heather, mając nadzieję, że się nie czerwieni.

Lorenzo nazwał ją tak właśnie wczoraj, wyjaśniając, że tym słowem określa się na Sycylii piękne kobiety. Nie powinna dyskutować o tym z nieznajomym, jednak on w przedziwny sposób potrafił skierować rozmowę na pożądany przez siebie temat. W jego ustach grazziusu zabrzmiało bardziej uwodzicielsko, niż w ustach Lorenzo.

– Widzę, że poznała pani to określenie nie ze słownika – zauważył. – To ładnie, że przyjaciel panią docenia.

Heather traciła już cierpliwość. Nic dziwnego, że jej klient miał kilka kochanek, jednak rozczaruje się, myśląc, że i ona padnie przed nim na kolana.

Miała za sobą ciężki dzień i poczuła się zmęczona.

– Może wrócimy do rzeczy? – spytała.

– Jeśli trzeba. Co jeszcze może mi pani zaproponować?

Heather spojrzała na niego uważnie.

– Wyjaśnijmy coś sobie, signore. Ile przyjaciółek zamierza pan jeszcze hm… uszczęśliwić?

Uśmiechnął się bezwstydnie i wzruszył ramionami.

– Czy to istotne?

– Owszem, jeśli mają różne osobowości.

– Bardzo różne – wyznał. – Chciałbym zaspokoić wszystkie gusta. Minetta jest beztroska, Julia muzykalna, a Elena bardzo zmysłowa.

Bez wątpienia ten dziwny klient usiłował wytrącić ją z równowagi, mogła wyczytać to z jego wzroku.

– To bardzo upraszcza sprawę – zauważyła.



4 из 125