
Z wolna podniosła się, mając wrażenie, że ciemna chmura przesłoniła słońce. Pusta plaża przypomniała jej nagle martwy, księżycowy krajobraz.
Raptem z wody wyłoniła się głowa Renata i świat wrócił do normy. Pomachali do siebie. Heather zorientowała się, że wstrzymała dech.
– Przestraszyłeś mnie – wytknęła mu, gdy wracał plażą.
– Wybacz – uśmiechnął się. – Lubię długo nurkować.
Wytarł się ręcznikiem i usiadł obok niej. Dostrzegła paskudną bliznę przy nadgarstku.
– Drobiazg – rzekł. – Już się zagoiło, widzisz?
Wyciągnął ku niej rękę. Wzięła ją w dłonie, by lepiej obejrzeć bliznę. Rana zagoiła się pięknie, lecz Hether dopiero teraz mogła się zorientować, jak była groźna. Silna męska ręka wyglądała dość dziwnie przy jej delikatnych dłoniach.
– A ja zawsze twierdziłem, że żadna kobieta nie odciśnie na mnie trwałego piętna. No i proszę.
– Mało śmieszne. – Poczuła ukłucie w piersi.
– Dobrze, porozmawiajmy poważnie. To, co się stało tamtej nocy, powiedziało mi o tobie wszystko. Najpierw kazałaś mi się wypchać, w chwilę potem z determinacją i chłodnym opanowaniem ratowałaś mi życie, mimo że sama się nieźle potłukłaś, a gdy wydawało się, że za chwilę zemdlejesz, pozbierałaś się, by bronić niewinności kierowcy.
– To moja angielska rezerwa i skuteczność – droczyła się. – Słyniemy z opanowania.
– Czy coś wytrąca cię z równowagi?
– Jak sam zauważyłeś, na ogół nic. – Uśmiechnęła się.
– No jasne. Lepiej teraz coś zjedzmy.
Przekąski były pyszne. Renato wyjaśnił, że Fredo przygotował je na jej cześć. Kiedy pili wino, lekki ruch jego głowy odsłonił kolejną bliznę. Wyglądała jak ślad zębów dzikiego zwierza. Zastanawiała się, co to mógł być za stwór. Renato podchwycił jej spojrzenie i potarł szramę.
– Przepraszam. – Była zła na siebie za wścibstwo."
– Nieważne. – Wzruszył ramionami. – Natura poskąpiła mi urody, a że pajacowałem na motorze, zasłużyłem sobie na pamiątkę.
