– Obejrzałem się, a ciebie nie było – powiedział z przerażeniem w głosie. – Co się stało?

– Nie wiem… nie mogłam…

– Nieważne. Dzięki Bogu, już jesteś bezpieczna.

Skuter kołysał się nieopodal na fali. Renato płynął do niego, rozgarniając wodę jedną ręką, a drugą podtrzymywał Heather. Tym razem posadził ją z przodu.

– Muszę cię widzieć – warknął. – Znikłaś pod wodą i nie wiedziałem, gdzie cię szukać.

Był równie wystraszony, jak ona. Drżąc, przytuliła się do niego.

– Myślałam, że nikt mnie nie znajdzie – wyjąkała.

– Już w porządku, trzymaj się mocno swego braciszka – powiedział.

Wracali na jacht z umiarkowaną prędkością. Heather siedziała bokiem, przytulona do Renata. O niczym nie myślała, po prostu nie chciała go puścić. Balansowała na granicy utraty świadomości. Wreszcie poczuła, że znalazła się na pokładzie. Renato zniósł ją do kabiny i zapadła w ciemność.

Kiedy się ocknęła, zobaczyła Angie.

– Cześć – uśmiechnęła się przyjaciółka. – Dziwisz się, skąd się wzięłam? Renato zadzwonił do Bernarda, prosząc, by przywiózł mnie na przystań. Jestem tu od kilku minut. Podobno byłaś na wojnie.

Heather od razu poczuła się lepiej.

– Mam jedynie nadzieję, że nie przerwano ci w najciekawszej chwili.

Angie uśmiechnęła się tajemniczo.

– Nic straconego. Ubierz się i chodźmy na brzeg.

– Tylko narzucę coś na kostium…

– Jaki kostium?

Heather zorientowała się, że okrywa ją tylko płaszcz kąpielowy. Próbowała sobie przypomnieć, kiedy zdjęła bikini, lecz pamiętała jedynie moment, w którym Renato położył ją na łóżku i kopnięciem zamknął drzwi.

– Czy ty…?

– Nie – odparła Angie. – Tak cię zastałam… – Uśmiechnęła się szelmowsko. – Bez obaw, nic nie powiem Lorenzowi.

– Nie bądź śmieszna. – Heather poczuła, że się rumieni. – Chodźmy już do domu.



37 из 125