
Pierwsze zdjęcia Renata. Zawsze spoglądał prosto w obiektyw. Zadziorny wzrok, zaciśnięte usta. Od małego wiedział, czego chce i jak to osiągnąć.
Potem Lorenzo, kręcone włosy, buzia aniołka, co wywołało uśmiech Heather. Wreszcie ponury Bernardo. Sprawiał wrażenie, jakby chciał być gdzieś indziej.
– Wkrótce przybędzie nowych zdjęć – powiedziała Baptista – gdy tylko przyjmiemy cię do rodziny.
Starsza pani chorowała na serce i musiała dużo odpoczywać. Pewnego ranka pojawiła się na śniadaniu w wyjątkowo dobrej formie. Zaprosiła Heather na małą wycieczkę, choć nie chciała zdradzić celu eskapady.
– Zaprosiłabym też Angie – powiedziała, gdy jechały w głąb wyspy – ale ona i Bernardo mieli inne plany. – Uśmiechnęła się tajemniczo.
– Nigdy przedtem nie widziałam, żeby Angie zachowywała się w ten sposób – przyznała Heather.
– Kochaj albo rzuć – stwierdziła filozoficznie Baptista.
– Tak, jednak wygląda na to, że zakochała się w Bernardo nie na żarty. Ciekawe, czy ze wzajemnością.
– Jest bardzo trudny, lecz odkąd zjawiła się Angie, wydaje się szczęśliwszy niż zwykle.
Sycylia poza wybrzeżem nie jest zbyt gęsto zaludniona. Minęły ruiny greckich świątyń, wśród których pasły się kozy. W pewnej chwili drogę zagrodziło im stado owiec, pędzone przez starego, szczerbatego pasterza. Odpędził zwierzęta na bok i ukłonił się, a Baptista odwzajemniła pozdrowienie.
– Jesteśmy na mojej ziemi – wyjaśniła. – Mam niewielką posiadłość: wioska, trochę gajów oliwnych i skromny domek. To było moje wiano.
Wreszcie dostrzegły wioskę o nazwie Ellona, przytuloną do zbocza góry. Była to średniowieczna osada wzniesiona z kamienia. Wśród małych domków wyróżniały się dwa budynki: kościół oraz rezydencja z różowego kamienia o podwójnych, kręconych schodach na zewnątrz.
Południowy upał sięgnął zenitu, gdy usiadły wewnątrz domu, a lekki wiaterek poruszał zasłoną drzwi balkonowych.
– Specjalnie dla ciebie zamówiłam angielską herbatę – rzekła z dumą Baptista.
