
– Jest doskonała – powiedziała Heather. – Deliziusu - dodała w dialekcie sycylijskim, zamiast użyć włoskiego określenia delicioso. Baptista uśmiechnęła się.
– Stajesz się Sycylijką.
– Włoski był mi potrzebny do pracy w sklepie, a sycylijski nie jest taki trudny, jeśli zapamięta się, że często „u" zastępuje włoskie „o".
– Co oznacza, że już wówczas przeczuwałaś, że zostaniesz jedną z nas.
– Muszę coś wyznać – odparła Heather. – Jestem na Sycylii dopiero od kilku dni, a wszystko wokół mówi mi, że to jest właśnie moje miejsce. Nigdy przedtem nie doświadczyłam niczego podobnego.
– To znaczy, że dobrze trafiłaś. – Baptista wyciągnęła rękę, pokazując na zalaną słońcem dolinę, odległe Palermo i połyskujący skrawek morza. – Spójrz, cały kraj cię wita.
– Jak tu pięknie. Mieszkałaś tutaj w dzieciństwie?
– Nie, tylko przez letnie miesiące, gdy w mieście było za gorąco. Dbano o moją własność, bo wiano musiało być w dobrym stanie, zanim wybrano mi męża.
– Wybrano? – powtórzyła ze zdumieniem Heather.
– Oczywiście – zaśmiała się Baptista. – Takie małżeństwa były na porządku dziennym, zdarzają się nawet dzisiaj. – Wzruszyła ramionami – Często sprawdzały się lepiej, niż przypuszczasz. Naprawdę.
– A co z miłością?
Baptista zadumała się, patrząc w przestrzeń.
– Kiedyś byłam zakochana – szepnęła. – Na imię miał Federico. Nazywałam go Fede. Był przystojnym, wysokim, silnym chłopcem o wymownym spojrzeniu i delikatnych dłoniach. – Uśmiechnęła się na to wspomnienie. – Oczywiście panience z dobrego domu nie wypadało zwracać na to uwagi, lecz był najprzystojniejszym młodzieńcem na Sycylii. Wszystkie dziewczyny szalały za nim, ale kochał tylko mnie.
– I co się stało? – spytała Heather.
– Nie mieliśmy szans. Był ogrodnikiem, a w tamtych czasach bogate dziewczęta nie wychodziły za chłopców parających się takim zajęciem. Dziś zresztą też nie. Pracował tu i hodował dla mnie najpiękniejsze róże. Mówił, że widząc je, będę o nim pamiętać.
