– Co dalej?

– Rodzice nas rozdzielili. Wysłano go daleko i nigdy już nie spotkaliśmy się. Próbowałam się dowiedzieć, czy jest zdrowy, jak mu się powodzi, ale nie udało się. Jakby zniknął. To było najtrudniejsze do zniesienia.

– Zniknął? – spytała przerażona Heather. – Czy to znaczy…

– Nie wiem – odparła szybko Baptista. – Znikł i tyle. Dziś i tak się niczego nie dowiem.

– Nadal myślisz o nim po tylu latach?

– Był moją jedyną miłością, a żadna kobieta tego nie zapomina – zauważyła z rozrzewnieniem Baptista. – Płakałam tygodniami, świat się dla mnie skończył. Rodzice wynajdywali mi różnych kandydatów, ale wszystkich odrzucałam. Po jakimś czasie wpadli w panikę, bo miałam już dwadzieścia pięć lat, a to dużo jak na pannę na wydaniu. Wreszcie zaproponowali Vincentego. Dobry człowiek, choć nudny. Chciałam mieć dzieci, więc wyszłam za niego i nie żałuję.

– Pokochaliście się?

– Ani ja jego, ani on mnie, jednak zostaliśmy przyjaciółmi. – Uśmiechnęła się do Heather. – Zastanawiasz się pewnie, czy wiedziałam o matce Bernarda. Oczywiście, ale to wcale nie był koniec świata. Miałam już swoją miłość i swoje szczęście, które musiało mi wystarczyć na resztę życia. Cieszyłam się, że również Vincente jest szczęśliwy.

– Przecież mówiłaś, że miłość nie ma znaczenia w małżeństwie. Czy tak?

– Są różne rodzaje miłości. Vincente był mi drogim przyjacielem, co bardzo wzmacniało nasz związek. Gdy zmarła nasza córeczka, pocieszaliśmy się nawzajem.

– Miałaś córkę?

– Nasze pierwsze dziecko. Zmarła w wieku sześciu miesięcy. Doretta… – Baptista wzięła Heather za rękę. – Tak sobie marzę, że gdyby żyła, byłaby taka jak ty: miła, kochana i silna.

Heather położyła dłoń na ręce Baptisty, której oczy dziwnie zwilgotniały.

– Znamy się krótko – powiedziała starsza pani – ale czasem wystarczy kilka dni, jak to się stało między tobą i Lorenzem. A ja od początku uznałam cię za swoją córeczkę, choć oczywiście nie jestem twoją matką. Bella Rosaria stanowiłaby wiano Doretty. Teraz będzie twoim.



41 из 125