
– Oczywiście. Czemu nie chcesz, by zajął się tym Lorenzo lub Renato?
Pokręciła głową.
– Kiedy przyjdzie na mnie czas, Lorenzo pogrąży się w smutku i zupełnie się rozklei. Będziesz musiała być mocna za was oboje. A co do Renata, to dobry człowiek, ale nie rozumie spraw sercowych.
– Słowem mam myśleć za obu – powiedziała Heather i obie panie wymieniły uśmiechy. – Oczywiście zrobię to dla ciebie – obiecała.
– Zatem będę już spokojna. Bałam się, że nie znajdę nikogo, kto zadbałby o te kwiaty.
– Wciąż go kochasz po tylu latach?
– Nie tak, jak myślisz. Namiętność dawno minęła. Chodzi o to, by ktoś usiadł przy tobie w wieczornym słońcu, wziął cię za rękę i uśmiechając się, powiedział: „Poczekajmy bez lęku na zmierzch". Czasem dumam tu wieczorami, zawsze sama. Starzeję się, córeczko, a serce tęskni do czegoś, czego nigdy nie miało.
Wzięła Heather pod rękę i powoli wróciły do domu. Lorenzo dziwnie zareagował na tę nowinę o darowiźnie.
– Ciekawe, jak przyjmie to Renato – rzekł, gdy ochłonął ze zdumienia. – Zawsze uważał, że Bella Rosaria jemu przypadnie w udziale.
Jednak Renato skłonił się tylko i bez słowa poszedł do siebie.
ROZDZIAŁ PIĄTY
Do Palermo zaczęli tłumnie ściągać krewni. Niektórzy zatrzymywali się w Residenzy, inni zajmowali największe apartamenty w najlepszych hotelach. Heather była zdumiona zastępami ciotek, wujków, kuzynów, niezwykłą rozległością familii Martellich.
Od tych wszystkich spotkań kręciło się jej w głowie. Najbardziej polubiła Enrica i Giuseppe, braci zmarłego męża Baptisty i zarazem jej dalekich krewnych. Niegdyś kochali się w niej na zabój, a gdy poślubiła Vincentego Martellego, solidarnie cierpieli. Po czterdziestu latach nadal byli kawalerami i wciąż rywalizowali o zaszczyt towarzyszenia jej.
