
Dwa dni przed ceremonią wszystko było zapięte na ostatni guzik. Angie i Heather w swej sypialni przygotowywały się do wieczornych tańców.
Po dniu spędzonym na jachcie Heather opaliła się na złotawy kolor, wyglądała świetnie. Szkoda, pomyślała, wychodząc spod prysznica, że nie mogłam w ten sposób opalić się cała, wtedy jednak musiałabym zażywać kąpieli słonecznej bez kostiumu…
Nagle przypomniała sobie, jak Renato, wcierając olejek do opalania w jej ramiona i plecy, wprowadził ją w hipnotyczny trans, a potem rozebrał do naga w kabinie. Przycisnęła dłonie do płonących policzków. Tak bardzo chciała, by to żenujące wspomnienie przestało ją prześladować.
– Pospiesz się – niecierpliwiła się Angie.
– Idę – odparła z ulgą. Lorenzo ucałował jej dłoń. Jak urzeczony patrzył na narzeczoną w jasnolawendowej jedwabnej sukni.
– Każdy mężczyzna będzie mi zazdrościł – oznajmił. Mimo to był jakby nieobecny, co Heather złożyła na karb zdenerwowania.
Kiedy jako pierwsza para otwierali bal, rozległy się gromkie oklaski, a potem parkiet zaroił się wirującym tłumem. Heather dostrzegła Baptistę, która wyglądała tak, jakby spełniały się jej marzenia, natomiast Angie i Bernardo sprawiali wrażenie zakochanej w sobie pary.
Zauważyła też Renata, który stał u boku ekstrawaganckiej i pięknej brunetki. Miała wydatne, kuszące usta, olbrzymie ciemne oczy i całym swym jestestwem wyrażała lubieżność, także wymownym spojrzeniem, jakim obdarzała Renata.
– Uważaj – powiedział Lorenzo, podtrzymując ją. – Omal się nie potknęłaś.
– Przepraszam – odparła bez tchu.
– Byłaś o całe światy stąd. O czym myślałaś?
– No… o naszym ślubie, rzecz jasna. – Roześmiała się. -Myślę o nim nieustannie.
– Ja też. Pojutrze zostaniemy połączeni na zawsze.
– Tak, na zawsze.
– Bogu dzięki, inni też zaczęli tańczyć. Nie czuję się tak głupio.
– Kim jest ta kobieta obok Renata?
